środa, 2 maja 2012

Pierwsi Goście, pierwsze refleksje

Dopiero dziś znalazłam chwilę czasu na opisanie moich refleksji dotyczących przyjazdu pierwszych Gości. Dni poprzedzające święta wielkanocne to jedno wielkie mrowienie w brzuchu. Już 4 kwietnia spodziewałam się pierwszych Gości a dwa dni póżniej następnych. Oczywiście najbardziej obawiałam się czy miejsca przeze mnie zaproponowane będą pokrywały się z oczekiwaniami, czy dopisze pogoda (a nie dopisała ponieważ w Wielką Sobotę spadał grad!), czy znajdą drogę do celu (nie wątpię w inteligencję, ale czasami skomplikowane rozjazdy), czy aby droga nie będzie zbyt kręta, itd... To tylko te najbardziej "rozsądne" z moich obaw. Czasasmi, to z kolei spostrzeżenia Andrei, wiele problemów wymyślałam sobie sama. Na większość z nich i tak nic nie mogłabym poradzić, no nic... taka już jestem.
Pierwsza Rodzina (dotarła szszęśliwie do Chianti po 18 godzinnej jeździe samochodem z okolic Torunia) i pierwszy telefon...Jak się okazuje, po przybyciu na miejsce "ciemno wszędzie, głucho wszędzie". Nie ma nikogo, wszystko zamknięte na trzy spusty... Ja akurat płaciłam w kasie za zakupy kiedy dostałam od nich telefon. Wyszłam tak jak stałam. Nie pamiętam czy z zakupami czy bez. Żeby było śmieszniej to oni uspokajali mnie!!! Goście, nie mogli wejść do swoich apartamentów, ale byli  zachwyceni położeniem agriturismo, widokami, spacerowali, rozglądali się po okolicy i rozprostowywali nogi... Ja w tym czasie wykonałam jakieś 100 telefonów. Po 30 minutach (dla mnie to była wieczność) właściciele się znaleźli. Pojechali na zakupy do pobliskiego miasteczka. Faktem jest, że moi Goście zaplanowali przyjazd na 13.30 (o czym poinformowałam wcześniej właścicieli) a była dopiero godzina 12.00! No nic, dziś jestem mądrzejsza o to doświadczenie i mam numery wszystkich telefonów nie tylko do właścicieli, ale także do osób, których pewnie w życiu nigdy nie spotkam, ale oni mogą znać moich właścicieli :) Wybór miejsca, w przypadku tej Rodziny, okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak jak chcieli mogli zaszyć się w zupełnej głuszy, podziwiać toskańskie widoki, smakować toskańkiej kuchni no i toskańskiego wina. Jakby nie patrzył byli w samym sercu Chianti! Bardzo polubili się z Gospodarzami. Wspólnie zjedli wielkanocny obiad (we Włoszech najważniejszym posiłkiem podczas świąt wielkanocnych jest właśnie obiad) i nabyli od nich ilości hurtowe wybornego wina i oliwy z oliwek. Ja ze swoją rodziną miałam przyjemność "gościć" swoich pierwszych Gości w sobotę na obiedzie! Nie chodzi tu nawet o posiłek (o to zadbał Andrea), ale o panującą podczas spotkania atmosferę. Jakby nie patrzył nigdy wcześniej się nie znaliśmy a rozmowom i śmiechom nie było końca. Naszym córkom też ciężko było się rozstać. Bardzo doceniam fakt, że Państwo przyjechali do Pistoi żeby właśnie się ze mną spotkać. Jeszcze raz dziękuję!
Nastepni Goście to para, która zarezerwowała miejsce w agriturismo właściwie na kilka dni przed przyjazdem. Oczywiście świąteczna pogoda ich nie oszczędziła, ale jak przystało na prawdziwych Turystów zupełnie się nią nie przejmowali! Jak ja lubię takich ludzi!!! Szkoda tylko, że przez poszukiwanie słońca (akurat w Pistoi lało jak z cebra) nie mogliśmy się spotkać. Jak mi zapowiedzieli: następnym razem! Być może już w lipcu. Panie Przemku, trzymam za słowo.
Pani Ania z Mężem i rodziną (w tym śliczna Julcia, której niestety nie widziałam) przetarła szlaki turystyczne przed długim weekendem. Wielkie pokłony dla Państwa za odwagę podróżowania z takim malutkim dzieckiem i za niezwracanie uwagi na pogodę! Pani Ania wysłała mi maila, że dojechali już do Polski. Bardzo zadowoleni i pełni wrażeń.
Zapewniam, Toskania jest piękna w każdą pogodę!!!  
Bilans po pierwszych przyjazdach??? Jak najbardziej na plusie! Oprócz tego, że sama praca sprawia mi wielką przyjemność, teraz jestem już pewna, że mogę w pewien sposób dołożyć się do szczęścia innych. To jest dla mnie najważniejsze. Mam jeszcze większą motywację do pracy! A propos pracy, zabieram się za dwa nowe zlecenia!

1 komentarz:

  1. Asiu kochana, tyle radości czuję w Twojej relacji. Tak pięknie ujęłaś sedno swej pracy w ostatnich dwóch zdaniach. Nie dziwię się, że Twoi Goście czują radość i ekscytację z organizowanych przez Ciebie toskańskich marszrut! Tak to się dzieje, jak człowiek z pasją wykonuje swoją pracę a jest przy tym osobą odpowiedzialną. W turystycznym biznesie, często trudno znaleźć połączenie tych cech. Albo ma się do czynienia z osobami nieco odklejonymi od rzeczywistości, albo służbistami pozbawionymi fantazji. Naprawdę Twoi Goście to prawdziwi Szczęściarze :D Pozdrawiam cieplutko z pięknej, słonecznej mazowieckiej wsi ;)

    OdpowiedzUsuń