czwartek, 2 listopada 2017

Marta i Michał - miłość w Toskanii

Czasami trzeba tak niewiele żeby móc zrealizować swoje marzenia. Najważniejsza, a jednocześnie najtrudniejsza jest decyzja, wszystko inne to sama przyjemność i tym zajmę się ja. Marta i Michał o których mowa w poście, są tego najlepszym przykładem.  Jestem tu, w Toskanii, po to żeby urzeczywistnić Wasze marzenia. 

----------------------------

Większość osób planując swój ślub, myśli o wielkim weselu, najlepiej w przepięknej sali z ogromną liczbą gości, którzy będą ich podziwiać przez cały czas. My, od razu odrzuciliśmy ten pomysł, chcieliśmy się skupić na sobie. Takie podejście do sprawy spowodowało, że zdecydowaliśmy się na kameralny ślub, tylko w towarzystwie najbliższej rodziny.
Jak więc sprawić by tak mały ślub, a w zasadzie przyjęcie, było niezapomnianym przeżyciem?
Rozwiązanie naszego problemu znaleźliśmy będąc na Dominikanie. Widzieliśmy tam parę, której ceremonia i małe przyjęcie, odybło się w hotelu. Ogromną radość sprawił im przyjazd gości, bo spotkać się gdzieś daleko od domu, ale z najbliższymi to bardzo miłe uczucie. Atmosfera tego wydarzenia była wyjątkowa, to nas właśnie urzekło i stwierdziliśmy, że wspaniale byłoby, gdybyśmy to my byli w takiej sytuacji i to do nas przyjechali najbliżsi, gdzieś daleko od domu. Jako, że  uwielbiamy podróże, to decyzja mogła być tylko jedna –  ślub za granicą.
Najtrudniejsze jednak było przed nami. Gdzie? Jak to wszystko zorganizować? Kiedy ? Kogo zaprosić? ? Pytań milion, ale by spełnić marzenie, wzięliśmy się do roboty.
Wybór padł na Włochy, to musiały być tylko Włochy, w pięknej i bajecznej Toskanii. Uwielbiamy ten kraj – jedzenie, ludzie, widoki, wino… Czego chcieć więcej?
Zdecydowaliśmy się na piękny hotel w pobliżu Florencji. Wszystko pięknie, ale co dalej ? Kościół, ksiądz jest, hotel także, ale co dalej? A kwiaty, fryzjer, makijaż i inne drobniejsze rzeczy, które samemu i to z Poslki jest ciężko załatwić? I tak trafiamy do Asi, bez której całe to przedsięwzięcie nie miałoby sensu, gdyż okazała się nieocenioną pomocą w trakcie przygotowań i samego ślubu. Asia wzięła na siebie kwestię kwiatów, fryzjera, prezntów dla gości, samochodu, tłumaczenia i wielu, wielu innych niemniej ważnych spraw. Dzięki Asiu!
Na dwa miesiące przed planowaną uroczystością, polecieliśmy do Włoch spotkać się ze wszystkimi i „sprawadzić” czy faktycznie wszystko jest tak jak powinno być.  W żadnym momencie się nie zawiedliśmy. Hotel okazał się wspaniałym miejscem, a ksiądz Krzysztof, Asia oraz nasi fotografowie bardzo ciepłymi, miłymi osobami, dzięki czemu wiedzieliśmy, że nasz ślub będzie wyjątkowy i ani przez chwilę nie żałowaliśmy wyboru!
Odliczaliśmy dni, aż w końcu przyszedł koniec czerwca i czas pakowania się i wyjazdu do Toskanii. W hotelu zostaliśmy przywitani niezwykle miło, jednak od razu opuściliśmy hotelowy pokój i wyruszyliśmy do Florencji. Niesamowity włoski klimat, a do tego Spritz !
Na kilka dni przed ślubem odwiedziliśmy jeszcze raz Ks. Krzytofa, ustaliliśmy szczegóły dotyczące naszej ceremonii. Wspólnie z Asią i Panią Małgosią dopięliśmy na ostati guzik kwestię dekoracji zarówno kościoła jak i restauracji, oraz bukietu Panny Młodej. Dzięki niesłychanym kompozycjom, które przygotowała Pani Małgosia, kościół oraz stoły na przyjęciu wyglądały przepięknie.W między czasie, skorzystałam z próby fryzury i makijażu u Marco, którego poleciła nam również  Asia. To nie tylko fryzjer, to prawdziwy Maestro stylista. Fryzura była piękna, delikatna z wieloma drobnymi akcentami podkreślającymi jej wyjątkowość, makijaż również okazał się idealny. Cudo!
W dniu ślubu, przygotowania ruszyły pełną parą około południa (ślub był zaplanowany na godzinę 16.00). Marco ze swoją pomocnicą i Asią przyjechali do nas do hotelu dużo wcześniej. Zaraz za nimi fotografowie. Planowaliśmy wyjazd z hotelu o godz. 15.00, ale wszystko trochę się poprzesuwało. Niektórzy z naszych gości za bardzo wzięli do siebie włoski luz J My natomiast, posłuchaliśmy się Ks. Krzysztofa, który powiedział nam, że włoskim zwyczajem Panna Młoda musi się spóźnić, a msza w związku z tym może się zacząć nawet godzinę później. I tak się stało !
Spóźnieni, pokonując długą drogę, dotarliśmy nareszcie do kościoła. Nam by dotrzeć przed ołtarz, droga zajęła niemal 10 lat, ale była to droga piękna, czasem wyboista, ale wiedzieliśmy, iż mamy wspólny cel. Moment przysięgi był dla nas początkiem nowej i jeszcze piękniejszej przyszłosci. Jej słowa, wypowiedzieliśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie, w Toskanii. Nasza nowa, wspólna przygoda już się zaczynała... od spełnienia się wspólnego marzenia – ślubu w tym wyjątkowym miejscu.
Ceremonia była cudowna i pomimo niewielkiej ilości gości, znalazły się osoby, które z chęcią czytały, a nawet śpiewały. Ks. Krzysztof poprowadził ją pięknie, wygłosił wspaniałe kazanie, a na sam koniec zrobił nam niespodziankę – wręczył nam błogosławieństwo od Papieża Franciszka dla nas, z okazji dnia ślubu.  Po wyjściu z kościoła obsypano nas białymi płatkami róż. Wszyscy goście ruszyli w drogę powrotną do hotelu, my natomiast razem z fotografami i świadkami pojechaliśmy na saseję zdjęciową min. do kościoła San Miniato we Florencji. Tuż po wyjściu z samochodu, przechodnie zasypali nas gratulacjami i co chwila było słychać trąbienie przejeżdżających samochodów. Czuliśmy się jak gwiazdy filmowe na czerwonym dywanie.
Pogoda była idealna ! Kolacja w hotelu wyśmienita. Dołączyli do nas Ks. Krzysztof, Asia i fotografowie. Na koniec goście dostali od nas tradycyjne włoskie prezenty czyli bomboniere - woreczki wypełnione pysznymi migdałami oblanymi czekoladą. Ten pomysł również podsunęła nam Asia.
Polskim zwyczajem, po dniu zaślubin, odbyły się poprawiny J
Ich przebieg był jednak nieco inny. Wspólnie z naszymi gośćmi, wybraliśmy się na całodzienne zwiedzanie Florencji. A wieczorem udaliśmy się do restauracji, którą poleciła nam Asia, Antico Ristoro Di' Cambi gdzie spróbowaliśmy tradycyjnego florenckiego dania - bistecca alla fiorentina,  spełnienie kulinarnych marzeń smakoszy. W czasie kolacji oczywiście nie zapomnieliśmy o dobrym lokalnym winie, pysznym deserze, nie wspominając o mocnej grappie ! Wokół nas stoliki z besiadującymi Włochami, a więc było bardzo głośno. Prawdziwa włoska uczta!
Nasz kilkudniowy pobyt w Toskanii dobiegał końca, przyszedł czas na pożegnanie się z naszymi gości. Wszyscy, mimo iż musieli już jechać byli bardzo zadowoleni z obecności na naszym ślubie. Nie był to dla nich zwykły, kolejny ślub, ale coś wyjątkowego, połączenie rodzinnej imprezy z krótkimi wakacjami. Niektórzy pozostali jeszcze przez kilka dni we Włoszech, ale już w innych miejscach, bo żal było nie skorzystać z okazji i nie zrobić sobie trochę dłuższych wakacji. My natomiast zostaliśmy w naszym hotelu jeszcze kilka dni by cieszyć się urokami pięknej Italii jako przeszczęśliwi nowożeńcy :)
Na koniec, chcielibyśmy wspomnieć o prezencie od Asi – drzewku oliwkowym, które do dnia dzisiejszego pięknie rośnie u nas w domu i przypomina nam o tym wspaniałym dniu.






























Dziękujemy Asiu,


Marta i Michał

Kochani,
 niech wspólna droga, 
którą wybraliście będzie jak najdłuższa. 
Kochajcie się i bądźcie dla siebie wszystkim.
Asia

Bukiet i inne dekoracje florystyczne : Proarte
Zdjęcia : MeDisProject

poniedziałek, 30 października 2017

San Donato in Poggio (FI).


Po 13 latach pobytu tutaj, już wiem, że Toskania, to jak studnia bez dna. Kryje w sobie niezliczone bogactwo ! Czasami wyrzucam sobie, że "coś" odkryłam dopiero teraz i w zasadzie zmarnowałam tyle lat ... Czasami zdarza się, że jestem w stanie zachwycić się czymś bardziej niż zwykle. Tak było wlaśnie w przypadku tego malutkiego miasteczka w Chianti. 
Zawsze przejeżdżałam tuż obok, u jego stóp. Często z nadmierną prędkością i ryzykiem utraty przynajmniej 3 punktów, o czym skrupulatnie informował mnie wyświetlacz ustawiony przy drodze. Tym razem się nie powtrzymałam :) Było warto !!!


















piątek, 27 października 2017

Zosia i Kuba - historia pewnego ślubu

W sobotę 7 października, w piękną słoneczną sobotą, odbył się ślub Zosi i Kuby. Kiedy dostałam od nich pierwszą wiadomość, Młodzi, wtedy jeszcze Narzeczeni, precyzyjnie określili czego chcą i jak ma wyglądać Ten Dzień ! Interesował ich tylko jeden, kontkretny kościółek. Zresztą, Oni sami Wam o tym opowiedzą :)

----------------

Nasza włoska historia zaczyna się już w roku 2016, dokładniej w sierpniu, kiedy to pierwszy raz, wraz z przyjaciółmi wybraliśmy się do Toskanii. Wtedy to właśnie urzekło nas malownicze miasteczko- Volpaia i jak to się mówi „zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia”. Wiedzieliśmy, że to jest to, że to właśnie w tym miejscu chcemy rozpocząć wspólną drogę życia.  Potem były chwile zastanowienia, tak daleko, kiedy i jak to zorganizować i w ogóle jak się do tego zabrać.  W końcu w dniu 07.03.2017r. zapada szybka decyzja- bierzemy ślub dokładnie za 7 miesięcy i bierzemy go w Toskanii…

I tak  z dniem 07.10.2017 urzeczywistniły się nasze marzenia- wzięliśmy ślub w Volpai.

Wróćmy jednak do początków tej historii, dzień ślubu wyznaczony, ale jak tu się zabrać do organizacji uroczystości? Początkowo podeszliśmy bardzo ambitnie, damy radę sami. Zaczęliśmy gorączkowo przeczesywać Internet w poszukiwaniu wskazówek, jak ogarnąć dokumenty i znaleźć polskiego księdza, który udzieli nam ślubu. W ferworze poszukiwań trafiliśmy na stronę VisiToscana i tu do naszej przygody dołącza Asia, bo to właśnie tej przesympatycznej osobie powierzyliśmy organizację naszego wyjątkowego dnia. Sprawa nie była banalna, bo jak zliczę maile to wymieniłyśmy ich z Asią prawie 150 :)
Jednak już pierwszy mail od Asi to były same konkrety, dokumenty, ksiądz, kościół, fotograf, noclegi, itp. Ba, Asia była już nawet po rozmowie z proboszczem Volpai. Jeden mail, a tyle przydatnych informacji i od razu wszystko stało się możliwe. 
Nie mogę powiedzieć, że potem wszystko było już z górki, bo nie było, natrudziliśmy się m.in. z licencją po łacinie, ale czuliśmy cały czas Asi wsparcie. To jest bardzo ważne, bo nie pozwala się poddać.
Z całych przygotowań pamiętam początki, jak Asia zapytała „A dlaczego Volpaia? Może to przekona księdza proboszcza?”. Odpowiedziałam wtedy, że byliśmy na wakacjach i jak trafiliśmy w to miejsce to wiedzieliśmy, że to jest to. I wysłałam na  potwierdzenie tego poniższe zdjęcie. Dziś po roku, już po ślubie udaliśmy się w to samo miejsce, już jako małżeństwo.














 Tak, spełniło się nasze marzenie!



Asiu,dziękujemy, że napisałaś z nami ten rozdział naszego życia. Twoja pomoc była bezcenna!



Uściski
Zosia&Kuba

Kochani Zosiu i Kubo, dziękuję Wam bardzo za zaufanie, za cierpliwość i doskonałą współpracę. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze, bądzicie dla siebie Wszystkim.