wtorek, 2 lutego 2016

Zmysłowa kuchnia - XI warsztaty kulinare w Toskanii

Odkładam z dnia na dzień opisanie trzech turnusów warsztatów kulinarnych z ubiegłego roku, ale ciągle dochodzą nowe zapytania. Wybaczcie moje blogowe milczenie, obiecuję, że nadejdzie dzień, kiedy uzupełnię wszystkie zaległości.
Ubiegły rok, łącznie z Sylwestrem (ślub Kasi i Sebastiana) miałam naprawdę pracowity. Nie myślcie, że narzekam, wręcz przeciwnie, zdobyłam nowe bardzo cenne doświadczenia. To na pewno zaowocuje w przyszłości.
Nie mogę natomiast już dłużej czekać z podaniem terminów najbliższych warsztatów kulinarnych. Tym bardziej, że wielu z Was, na początku roku, musi określić termin urlopu, a czas leci ...
Ostatnie warsztaty, odbyły się w listopadzie i uwierzcie mi, że zaczynam tęsknić za kolejnymi !
Doszukując się przyczyn mojej melancholii, zaczęłam zadawać sobie pytanie czego brakuje mi najbardziej ? No i po długim namyśle, już wiem ... po prostu wszystkiego co się z nimi wiąże!
Kuchnia, jak powszechnie wiadomo to wyjątkowe pomieszczenie. Miejsce, które tętni życiem. Jest sercem każdego, a przynajmniej większości, ze znanych mi domów. Od kuchni bije wyjątkowe ciepło, w głównej mierze zasługa oczywiście zapalonych palników czy nagrzanego piekarnika, ale w kuchni rozchodzą się też zapachy, o których inne pomieszczenia mogą jedynie pomarzyć.
Czasami jest to zapach świeżo zebranych ziół: natki pietruszki , bazylii czy rozmarynu. Innym razem czosnku czy cebuli podsmażanych na oliwie. Zapach pieczonego chleba, duszonego mięsa, dopiero co zebranych grzybów czy świeżo zmielonego pieprzu. Innym razem jest to zapach smażonych na głębokim tłuszczu pączków czy dopiero co upieczonej torta della nonna. Nie mówiąc o zapachu świeżo zaparzonej kawy !


 

 
 
 

 
 
Towarzyszą tym wszystkim czynnościom dźwięki, które nie tylko rozbudzają nasz apetyty, ale i zmysły. Ja, przyznam się bez bicia, jestem uzależniona od miarowego odgłosu rozbijania czegokolwiek tłuczkiem np. schabu na schabowe (zasługa domu rodzinnego), roztrzepywania jajek czy krojenia chrupkiego pieczywa. Nie pozostaję obojętna na delikatne „pyrkanie” rosołu czy chociażby hałas maszynki do mielenia. Zawsze entuzjastycznie reaguję na odgłos nabierania lodu z wiaderka czy chociażby, a może przede wszystkim, odkorkowywaniu butelki z winem i nalewania tegoż do kieliszka J
 
W kuchni faktycznie prym wiodą zapachy i niezliczona gama dźwięków, ale nie można zapomnieć o różnorodności kolorów, miriadzie struktur i niezliczonych doznaniach dotykowych.
Zacznijmy może od dotyku. W mojej klasyfikacji gładkie i jędrne pomidory zajmują pierwsze miejsce, później kujące ogórki. Nie przepuszczę również okazji, żeby nie zanurzyć ręki w worku z fasolą, a już na pewno nic mnie nie powstrzyma przed wyrabianiem ciasta, czegokolwiek z mąki. Jest to niewyobrażalnie piękne, a zarazem banalne uczucie. Poczuć pod palcami jak z puchowej i nieokiełznanej mąki, powstaje sprężysta masa.
Jeśli chodzi o kolory, to nawet nie będę się zagłębiała ... Samej odcieni sałaty czy pomidorów, to kilka arkuszy formatu A4. Jeśli miałabym jednak wybrać mój ulubiony, to czarnofioletowy kolor oliwek, karminowa czerwień ostrej papryczki, butelkowa zieleń cavolo nero, głęboka czerń trufli i subtelny, różowawy odcień czosnku. Zresztą, tak jak powiedziałam nie będę wsadzała kija w mrowisko !
 



 
 
 
 
To co jest jednak najważniejsze w kuchni, a raczej gotowaniu to bez wątpienia smak.
Nie będę ukrywała, bo i tak pewnie to się kiedyś wyda (wiele osób zresztą już o tym wie), mam słabość do surowizny ... Z wielkim entuzjazmem zajadam się surowym ciastem na makaron i na kruche ciasto. Nie ma znaczenia czy są tam drożdże czy nie. Pomstuję jeśli nie zdążę wylizać miski po jakimkolwiek kremie zanim ta, trafi do mycia. Przepadam za jeszcze nieusmażonym mięsem na kotlety mielone ! Oczywiście po upieczeniu czy ugotowaniu nie mam już takiej frajdy z jedzenia tych dobroci, ale mi wystarczy to co chwyciłam przed ostateczną obróbką.
 
 
 
Podczas ostatnich warsztatów, tak się zagalopowałam, że zjadłam nadzienie pistacjowe do ciasta, które przygotował Alberto. On wybrnął z tego mistrzowsko, a mi  na szczęście się upiekło, a raczej zjadło na surowo.
 
To co zostało podał w ten sposób !
 
 
Rozważań na temat smaku, nawet nie zaczynam. Ta kwestia, różni nas jak linie papilarne. Nie należę do osób, które na siłę próbują namówić kogoś do zjedzenia owoców morza, a sama nie lubię być częstowana królikiem "bo to takie zdrowe mięsko, nawet dzieci jedzą". Jak się zagalopuję, to zjem, ale nic na siłę. W Toskanii nauczyłam się wielu nowych smaków, ciekawych połączeń i technik gotowania.
Słowa, nawet najbardziej wyszukane nie oddadzą w pełni zachwytów, nad kuchnią tego regionu. Napisałam o tym trochę więcej w  wywiadzie, którego udzieliłam Magdzie.
Zresztą, co Wam po czytaniu ! Najprościej będzie jak przekonacie się o tym na własnej skórze. Bo, że kuchnia toskańska jest wyjątkowa, to wiadomo. Oliwa z oliwek, pyszne wędliny, sery, doskonałej jakości mięso, świeże ryby i owoce morza, a przede wszystkim wino. Do tego sprawdzone przepisy Elisy i Alberto i tylko patrzeć jak notatnik zapełnia się przepisami, które zapewniam, przypadną do gustu Wam i Waszej rodzinie.
 
 
 
 
 
 
 
Najbliższa okazja żebyście mogli przyjrzeć się toskańskiej kuchni od środka, to termin:
od 21 do 28 maja
i
od 28 maja do 4 czerwca 

Warsztaty jesienne odbędą się w dniach od 17 do 24 września, ale o tym więcej w odpowiednim czasie.
Obiecuję, że nie spędzicie całego pobytu za fajerkami. Tym razem, podobnie jak dwa lata temu wybierzemy się na połów kutrem rybackim. Na pokładzie oprócz opalania się, oglądania lądu od strony morza, będziecie mieli możliwość wzięcia czynnego udziału w pracach rybackich. Po ciężkiej pracy, obiad - oczywiście na pokładzie.




 
 W Sienie, spotkamy się z Dario Castagno, który przybliży nam historię i zasady sieneńskiego palio.

 
Dario, wprowadzi nas do świata, niedostępnego zwykłym turystom. Pokaże nam pomieszczenia, należące do contrady Bruco (Gąsienica), której jest członkiem. Dla wielu z nas, palio to barwne widowisko, które trwa zaledwie kilka chwil, a to przecież żmudne miesiące przygotowań. Bo jak to mówią w Sienie Il Palio si corre tutto l'anno (wyścig o palio trwa cały rok). Po spotkaniu zjemy wspólnie obiad w jednej z jego ulubionych restauracji. 
 






 
 A teraz szczegóły.

Miejsce warsztatów, to jak zwykle piękna agroturystyka położona w pobliżu Pistoi. Pisałam o niej tu, tu i tu :)   Więcej informacji  znajdziecie w postach oznakowanych zakładką "warsztaty kulinarne w Toskanii". Trudno wszystkie przytoczyć, bo jakby nie patrzył było już ich dziesięć :)

 
Cena 690 Euro od osoby zawiera :     
·         zakwaterowanie w pokoju dwuosobowym z łazienką *
·         7 śniadań (śniadanie w formie bufetu szwedzkiego)
·         12 godzin praktycznych pod okiem szefa kuchni
·        kolacja powitalna (napoje wliczone)
·         3 kolacje, które przyrządzicie własnoręcznie (napoje wliczone)
·         spotkanie z Dario Castagno i obiad w Sienie
·         wyprawa kutrem rybackim w morze i obiad na pokładzie **
·        zakupy z szefem kuchni na lokalnym ryneczku 
·         tłumaczenie i opieka  Visitoscana

 
* dopłata do jedynki 140 Euro
** wyprawa kutrem zależy od pogody, w związku z tym możliwa zmiana planów (mam nadzieję, że nie !)
 
Cena nie zawiera dojazdu z/do Polski, transportu w Toskanii, posiłków, które  nie zostały  wymienione powyżej.
Zgłoszenia proszę wysyłać na adres: info@visitoscana.com
@@@@@@
Ktoś kiedyś powiedział, że nie je po to żeby żyć, a żyje po to żeby jeść. Ja, sens tego zdania, zrozumiałam  dopiero tu, w Toskanii.