Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ślub konkordatowy w Toskanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ślub konkordatowy w Toskanii. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 listopada 2018

B&O - ślub we Florencji


Wrzesień 2017 roku, słoneczna niedziela - po kilku latach znajomości postanowiliśmy się pobrać. On: pierwsza myśl... to będzie Santorini. Kolejna myśl: to będzie prowincja Toskanii. Finalnie – Florencja.

Kolejne tygodnie – kolejne dziesiątki pomysłów i pytań. Jak? Gdzie? Kto?


I tu pojawia się Pani Joanna, dobry duch całego wydarzenia. Pierwsza wiadomość i masa konkretnych informacji z Jej strony. My określamy z naszej strony oczekiwania co do przyszłej ceremonii. Asia podpowiada jakie wymogi formalne musimy spełnić by móc pobrać się na ziemi włoskiej.

Założyliśmy,  że  całe wydarzenie będzie wycieczką dla nas i dla naszych bliskich z małą przerwą na ślub ;) Do Bolonii przylecieliśmy jako pierwsi we wtorek i wyjątkowo przywitał nas deszcz. Samodzielnie organizowaliśmy sobie podroż do Florencji. Po drodze spotkało nas kilka utrudnień wynikających z nieznajomości miasta. Obładowanie w przewodniki i mapy – nie pomogło. Zaginęliśmy w labiryncie nieopisanych na mapie drobnych uliczek.
           
Pozostali goście dotarli do nas w czwartek. Z lotniska odebrał ich kierowca busa zorganizowanego przez Asię. Goście komfortowo zostali dostarczeni do Florencji.  Wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Zgodnie z tym co było ustalone.

Wizyta w urzędzie (Palazzo Vecchio) była fascynującym doświadczeniem. Joasia jako tłumacz języka włoskiego, włoski urzędnik i my, zagubieni turyści - podpisaliśmy dokumenty do ślubu konkordatowego. Po wszystkim wybraliśmy się na drinka do restauracji, gdzie obejrzeliśmy i wybraliśmy salę oraz menu na przyjęcie. Dodatkowo ten czas przeznaczyliśmy na poznanie siebie nawzajem. Joasia to osoba, którą poznajemy w Toskanii po raz pierwszy, a czujemy się jakbyśmy nie widzieli się kilka lat i w te kilka chwili chcemy opowiedzieć sobie wszystkie rzeczy, które wydarzyły się.

22 wrzesień 2018 roku, słoneczna sobota. Jesteśmy w Kościele San Frediano in Cestello, wokół nas rodzina, przyjaciele, uśmiechnięty ksiądz Proboszcz oraz oczywiście Joasia. Cała ceremonia przebiegła w bardzo radosnej atmosferze. Uroczystość ubarwił nasz przyjaciel, który odkrył swój talent wokalny. Po ceremonii zjedliśmy pyszną kolację przy placu Santa Croce w restauracji Finisterrae. Po kolacji spacerowaliśmy po mieście i było fantastycznie. Te chwile na długo pozostaną z nami.

Warto wziąć ślub po swojemu. Jeśli nie lubimy pewnych rzeczy – nie róbmy ich.

Pomimo niedogodności z początku naszej podróży to na jej końcu Italię pokochaliśmy. Florencja jest zachwycająca. Ulice mówią wieloma językami, a jedzenie jest pyszne.

Tydzień po ślubie – zarówno my jak i nasi goście tęskniliśmy za słoneczną Toskanią. Wiemy, że wrócimy do niej. Musimy, chcemy, powinniśmy...

Kończąc -  chcemy skierować kilka słów do Joasi. Dziękowaliśmy wielokrotnie ale żadne słowa nie wyrażą naszej wdzięczności za zorganizowanie naszego ślubu i... ściągnięcie mojego telefonu pozostawionego na odprawie lotniskowej :)

Życzymy Ci Asiu samych dobrych ludzi na swojej drodze i pięknych ślubów.

B&O
















piątek, 27 kwietnia 2018

Historia pewnego bukietu i przepis na pyszny ślub

- Cześć Asiu, mamy mały problem, P. zapomniała zabrać z agroturystyki bukietu ... Jesteśmy w drodze do kościoła ... Masz jakiś pomysł ?
Tę rozmowę z M., Panem Młodym, zapamiętam na długo. To był pierwszy moment w mojej "ślubnej" karierze, kiedy musiałam zachować zimną krew.  Pomyślicie sobie, że bukiet to przecież nic takiego, bez niego ślub się odbędzie. Dokładnie tak ! To jest akurat jedynie piękny dodatek. Nawet P., Panna Młoda, była takiego samego zdania, ale jakoś nie dawało mi to spokoju. Na miejscu była ze mną Małgorzata z ProArte, która zajmowała się również wystrojem kościoła. Szybki rzut oka na pięknie ułożoną dekorację. No cóż, peonii, z których zrobiony był "zapomniany" bukiet już nie było. Wprawdzie pojawiły się w wystroju kościoła, ale nie można było ich użyć, były zbyt krótkie. W ogrodzie sąsiadującym z kościołem żadnych kwiatów. A potwornie lejący deszcz, nie ułatwiał nam zadania. Lekko nerwowa atmosfera, bo czas przecież nie zatrzymał się w miejscu... Korowód weselny w drodze ! W tym momencie otwierają się drzwi kościoła. Widzę "wchodzące" kwiaty :) No cóż, jak się później okazało, Chrzestny M., miał ten bukiet tylko przez chwilę :) 
W przeciągu kilku minut, dzięki nieocenionej inwencji Małgorzaty, powstał najpiękniej pachnący bukiet ever ! Róże, rozmaryn i szałwia prosto z krzaka. Reszta poszła już, nomen omen, jak z płatka...

Teraz, swoje wspomnienia ze ślubu w Toskanii, opowiedzą Wam, główni bohaterowie - P&M.


O tym, że ślub jest jednym z najfajniejszych i wyjątkowych dni w życiu, a zwłaszcza w Toskanii napisało już wiele Par przed nami. I mają racją! – włączasz „czas włoski” i świat wygląda inaczej. Nie ma pośpiechu, nie ma tysiąca pytań czy dobrze, czy wszyscy zadowoleni, po prostu cieszycie się chwilą i sobą. No i wszystkim tym co Was otacza, to co zobaczycie i czego zasmakujecie.

Skoro myślicie o takim ślubie to znaczy, że chcecie to zrobić trochę inaczej, może męczy was „polska tradycja”, może chcecie kameralnie i po prostu chcecie bez wielkiego „bum” . Napiszemy Wam trochę inaczej niż wszyscy, nie jak było – to napiszą inne szczęśliwe Pary – ale jak do tego się zabrać i jak się do tego przygotować.

My pomyśleliśmy o tym dość spontanicznie gdzieś między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. Dwa kierunki chodziły nam po głowie, ale padło na Włochy. Znaleźliśmy kontakt do Joanny, pierwsze maile, potem dłuższa rozmowa i generalnie wiedzieliśmy, ze TAK i wybraliśmy datę na koniec kwietnia - była połowa stycznia. Załatwianie dokumentów cywilnych zajęło około 2 tygodni i to było akurat proste. Dokumenty kościelne to inna rzeczywistość i czasoprzestrzeń, na to trzeba czasu  :) nam to zajęło miesiąc …a w między czasie zakomunikowaliśmy najbliższej rodzinie naszą decyzję i żeby zarezerwowali termin. Dokumenty wysłaliśmy do Włoch i resztą zajęła się Joanna. Potem szybko wybraliśmy miejsce i kościół, wszystko co na miejscu chcieliśmy mieć przygotowane, w tym wystrój kościoła i menu na kolację weselną. Gdyby nie pewne problemy z dokumentacją, a właściwie polskimi znakami w alfabecie i mała nerwówka na koniec to na spokojnie trzeba liczyć 2 – 2,5 miesiąca. Przez ten cały czas Joanna trzymała rękę na pulsie i prowadziła nas „za rączkę” przez arkana włoskiej biurokracji. A potem?

A potem przyjazd na miejsce, cieszenie się pogodą, słońcem, jedzeniem, widokiem z tarasu na Florencję i okoliczne wzgórza. No i ślubem oczywiście, przed którym na pół godziny przed rozpętała się prawdziwa ulewa, świata nie było widać. Ale to akurat na szczęście, we Włoszech mówią „Sposa bagnata, sposa fortunate - Panna młoda, która zmoknie to szczęśliwa panna młoda”. I jak przez całe 2 dni poprzedzające była klasyczna sielanka tak nagle w przelocie do auta umknął nam bukiet ślubny. Na szczęście jeden telefon do Joanny, która już była na miejscu, i temat w ciągu 20 min został ogarnięty przy pomocy Chrzestnego, który użyczył swojego bukietu :). Zawsze coś musie przecież się wydarzyć na ślubie, prawda?! :)

Wszystko wyszło tak jak chcieliśmy, po włosku, z czasem na wszystko, bez pospiechu, bez stresu i pysznie! Ku naszemu zdziwieniu nawet rodzina się do tego dostosowała i atmosfera pachniała wakacjami ze ślubem. Takie dolce far niente! Przez ten cały czas Joanna była zawsze dla na dostępna pod telefonem, mailem, Facebookiem i w Polsce i na miejscu. Dyskretnie z boku, ale zawsze z pomocą jeśli jej potrzebowaliśmy. Dziękujemy :)


Wystarczy, że będziecie się cieszyć prostymi rzeczami, które daje Wam Toskania: słońce, pyszne jedzenie, otoczenie, widoki oraz wino :) Tak naprawdę więcej nie potrzeba, by uczynić swój ślub wyjątkowym.

P&M








Kochani P&M, 
dziękuję Wam bardzo za piękne słowa, 
za Waszą wyrozumiałość i 
wspamniałą współpracę. 
Niech Wam się szczęści, 
Joanna


Bukiet i dekoracje florystyczne : ProArte
Zdjęcia dzięki uprzejmości ProArte

ps. Tutuł posta nadany przez P&M


poniedziałek, 12 marca 2018

Toskański ślub Kasi i Michała

Każdy ślub jest inny, każda historia jest inna, a każda Para to początek kolejnej przygody. Może właśnie dlatego moja praca jest taka nieszablonowa, bo mimo niezbędnych, powtarzających się czynności, wszystko właściwie jest  nowe. 
Zazwyczaj pisząc do mnie pierwszego maila, macie już w głowie zarys jak powinien wyglądać ten wyjątkowy dzień. W niektórych kwestiach zdajecie się na mnie. Zapewniam jednak, że nigdy nie narzucam swojego zdania, mogę co najwyżej doradzić, wskazać alternatywę, albo jedynie utwierdzić Was w przekonaniu, że to co sobie wymysliliście jest doskonałym pomysłem. 
Tak było w przypadku Kasi i Michała. Bardzo konkretni, rzeczowi, a jednocześnie otwarci na propozycje. Do Toskanii zaprosili najbliższą Rodzinę i Przyjaciół. A skoro już tutaj byli, to dlaczego nie pokazać wszystkim Florencji czy nie zawieźć ich na degustację toskańskiego wina ? 
Kolejny raz udało mi się spełnić marzenie. To uskrzydla, musicie mi wierzyć. 


------------------------------------

Wszyscy mówią,  że najlepiej zaczynać od początku- posłucham tej rady i opowiem Wam, jak to się stało, że ślub wzięliśmy właśnie w Toskanii.
            Po pierwsze, z decyzją o ślubie nam się nie spieszyło, po prostu pewnego dnia, w drodze na Mazury, obydwoje stwierdziliśmy, że to już ten moment. Zaczęło się dosyć typowo- znaleźliśmy fajny hotel w naszym rodzinnym mieście, niby wszystko było ustalone, a jednak coś mi przez cały ten czas nie do końca „grało”. Nie było mi po drodze z dużym weselem, nie wyobrażałam sobie siebie samej w centrum zainteresowania tak wielu osób, miałam świadomość stresu związanego z przygotowaniami etc.
            Wszystko to zmieniło się, gdy w okolicach świąt Bożego Narodzenia wpadłam na genialny pomysł pod tytułem: „Weźmy ślub za granicą, przy okazji będą to niezapomniane wakacje dla najbliższych”. Pozostawało mi jedynie przekonać do tego pomysłu Michała- tu na szczęście nie napotkałam na duży opórJ
            Od czego zaczęliśmy? Przede wszystkim od wyboru miejsca. Jak już tą decyzję mieliśmy za sobą, wpisaliśmy w Google: śluby ToskaniaJ Tak właśnie trafiliśmy na Asię, którą od razu ujęła mnie dużym zaangażowaniem- na mojego pierwszego maila odpisała cały elaborat, nie było to absolutnie „kopiuj - wklej”, tylko dokładne odpowiedzi na moje pytania, plus sporo jej sugestii. Wiedziałam, że jeżeli mamy zrealizować nasz plan, to Asia będzie idealną osobą, aby nam w tym pomóc.
            Nie zawiedliśmy się, wręcz przeciwnie- po całym wydarzeniu, jak już wróciliśmy do domu, stwierdziliśmy zgodnie, że mamy szczęście do ludzi - pomoc, pomysły i zaangażowanie Asi były niezastąpione - myślała o wielu rzeczach, które mi nie przyszłyby do głowy, cierpliwie odpowiadała na moje pytania, a przy tym czułam, jakbyśmy się znały dużo dłużej :) Ale musimy też wspomnieć o osobach, które dzięki Asi poznaliśmy, a które też miały swój niemały wkład w to, że teraz wspominamy nasz ślub w Toskanii jako naprawdę magiczny czas dla nas i naszych rodzin. Ksiądz Krzysztof i Ksiądz Stanisław, nasza wspaniała fotografka Magda z Fotomagoria, boski bukiet od ProArte czy właściciele agroturystki, w którym wszyscy spędziliśmy cudowny tydzień, objadając się nieprzyzwoicie, popijając wino i zwiedzając okolicę.
            Być może sami poradzilibyśmy sobie z organizacją, jednak drugi raz podjęlibyśmy dokładnie tą samą decyzję - wybralibyśmy Asię :)
            Asiu - dziękujemy!
Kasia i Michał




















            
Kochani Kasiu i Michale, dziękuję za zaufanie. 
Bądzcie dla siebie najważniejsi !

Foto : Fotomagoria
Bukiet i kaligrafia : ProArte 

środa, 14 lutego 2018

Asia i Adrian - toskański ślub w podróży

Asia i Adrian, to wyjątkowa para. 
Świetnie zorganizowani, nieprawdopodobnie punktualni, z pomysłami, które wychodzą poza standardy. Od początku wiedzieli, że ich ślub będzie inny niż wszystkie. Wybrali opcję ślubu w podróży, gdzieś pomiędzy zwiedzaniem Toskanii, a Ligurii.
Nie mieliśmy okazji dłużej się poznać, ale wiem, że można się od nich sporo nauczyć! Chociażby jak zapakować do plecaka suknię ślubną i garnitur tak żeby nie wymagały odprasowania w pralni. Jak poradzić sobie z sesją w plenerze bez fotografa. Dla nich to nie problem, spójrzcie na ich wyjątkowe zdjęcia ... Dodam, że wszędzie poruszali się pociągami.
Dziś, Asia i Adrian są Małżeństwem z kilkumiesięcznym stażem. Ich życie biegnie swoimi torami: praca, remont mieszkania, codzienne sprawy. Jednym słowem rutyna. Jestem jednak pewna, że od czasu do czasu wspominają to wyjątkowo upalne, lipcowe popołudnie. Tego dnia spełnili jedno ze swoich marzeń, marzenie o ślubie w podróży. W ich przypadku padło na Toskanię... no cóż, wcale się im nie dziwię :)

----------------------------

Nasza niezapomniana włoska podróż przedślubno-ślubno-poślubna.

Od zawsze na pytania o ślub odpowiadaliśmy zgodnie „Kiedyś po prostu pojedziemy na urlop i wrócimy po wszystkim”. Teraz wiemy, że pewnie większość wcześniej nie brała naszych odpowiedzi zbyt serio bo zdziwienie wielu znajomych i bliższych i dalszych musimy przyznać było dość duże. Tym bardziej, że o naszym wyjeździe wiedziało tylko kilka najbliższych osób. Pozostali dowiedzieli się po naszym powrocie z urlopu.

Próbując zrealizować nasz plan przejrzeliśmy wiele ofert firm organizujących takie uroczystości. Kiedy trafiliśmy na blog Joanny stwierdziliśmy, że to odpowiednia osoba. Późniejsze zdarzenia tylko to potwierdziły. Joanna zadbała o wszystko. Była naszym tłumaczem w USC, kierowcą, a nawet świadkiem. Doradziła nam florystkę – sympatyczna Pani Małgosia zadbała nie tylko o oprawę uroczystości w świeże kwiaty, ale zgodziła się również zostać naszym drugim świadkiem :) Ksiądz Krzysztof nadał uroczystości poważny ton ale jednocześnie stworzył atmosferę przyjazną i ciepłą. Czuliśmy, że to ważny dla nas moment, może nawet gdzieś wewnątrz był jakiś stres ale całość zdarzeń wokół nas utwierdzała, że jesteśmy odpowiednimi osobami we właściwym miejscu i czasie. Ksiądz Krzysztof trafnie dobrał teksty czytań, a kazanie po prostu ujęło nas za serca. Na koniec uroczystości zaskoczyły nas brawa. To przesympatyczne córki Joanny  wraz z Księdzem Stanisławem, w którego kościele się znajdowaliśmy, zdecydowali się nam w ten miły sposób pogratulować :) Nie możemy nie wspomnieć przy tym, że Ksiądz Stanisław w ciągu całej naszej obecności otoczył nas opieką o jaką nawet nie mieliśmy śmiałości prosić. Dziękujemy również Natalii, dzięki której dowiozłam swój bukiet ślubny do domu, choć wcześniej myślałam, że to nie będzie możliwe.
Wspaniałe krajobrazy, piękne zabytki i dobrzy ludzie. Wszystko sprawiało, że z pewnym żalem i niedosytem wyruszyliśmy w dalszą podróż.

Nie dla każdego jest ślub z wielkim weselem dla setki gości, nie dla każdego jest ślub z daleka od rodziny i znajomych. My wybraliśmy ślub w podróży. Ostatnie dni przed uroczystością spędziliśmy bez zbędnego stresu przygotowań do uroczystości zwiedzając piękne zabytki włoskich miast i miasteczek. Ślub odbył się w urokliwym kościele na jednym ze wzgórz Toskanii. W podróży poślubnej podziwialiśmy zachody słońca na Cinque Terre. To była nasza decyzja i dzisiaj wiemy, że to był dobry dla nas wybór.
Joanno dziękujemy, że razem ze swoimi przyjaciółmi pomogłaś zrealizować nam jedno z naszych marzeń :)
Joanna i Adrian















Kochani, niech Wasza wspólna podróż przez życie, będzie tak kolorowa jak ten ślubny wypad do Włoch ! 
J.

czwartek, 2 listopada 2017

Marta i Michał - miłość w Toskanii

Czasami trzeba tak niewiele żeby móc zrealizować swoje marzenia. Najważniejsza, a jednocześnie najtrudniejsza jest decyzja, wszystko inne to sama przyjemność i tym zajmę się ja. Marta i Michał o których mowa w poście, są tego najlepszym przykładem.  Jestem tu, w Toskanii, po to żeby urzeczywistnić Wasze marzenia. 

----------------------------

Większość osób planując swój ślub, myśli o wielkim weselu, najlepiej w przepięknej sali z ogromną liczbą gości, którzy będą ich podziwiać przez cały czas. My, od razu odrzuciliśmy ten pomysł, chcieliśmy się skupić na sobie. Takie podejście do sprawy spowodowało, że zdecydowaliśmy się na kameralny ślub, tylko w towarzystwie najbliższej rodziny.
Jak więc sprawić by tak mały ślub, a w zasadzie przyjęcie, było niezapomnianym przeżyciem?
Rozwiązanie naszego problemu znaleźliśmy będąc na Dominikanie. Widzieliśmy tam parę, której ceremonia i małe przyjęcie, odybło się w hotelu. Ogromną radość sprawił im przyjazd gości, bo spotkać się gdzieś daleko od domu, ale z najbliższymi to bardzo miłe uczucie. Atmosfera tego wydarzenia była wyjątkowa, to nas właśnie urzekło i stwierdziliśmy, że wspaniale byłoby, gdybyśmy to my byli w takiej sytuacji i to do nas przyjechali najbliżsi, gdzieś daleko od domu. Jako, że  uwielbiamy podróże, to decyzja mogła być tylko jedna –  ślub za granicą.
Najtrudniejsze jednak było przed nami. Gdzie? Jak to wszystko zorganizować? Kiedy ? Kogo zaprosić? ? Pytań milion, ale by spełnić marzenie, wzięliśmy się do roboty.
Wybór padł na Włochy, to musiały być tylko Włochy, w pięknej i bajecznej Toskanii. Uwielbiamy ten kraj – jedzenie, ludzie, widoki, wino… Czego chcieć więcej?
Zdecydowaliśmy się na piękny hotel w pobliżu Florencji. Wszystko pięknie, ale co dalej ? Kościół, ksiądz jest, hotel także, ale co dalej? A kwiaty, fryzjer, makijaż i inne drobniejsze rzeczy, które samemu i to z Poslki jest ciężko załatwić? I tak trafiamy do Asi, bez której całe to przedsięwzięcie nie miałoby sensu, gdyż okazała się nieocenioną pomocą w trakcie przygotowań i samego ślubu. Asia wzięła na siebie kwestię kwiatów, fryzjera, prezntów dla gości, samochodu, tłumaczenia i wielu, wielu innych niemniej ważnych spraw. Dzięki Asiu!
Na dwa miesiące przed planowaną uroczystością, polecieliśmy do Włoch spotkać się ze wszystkimi i „sprawadzić” czy faktycznie wszystko jest tak jak powinno być.  W żadnym momencie się nie zawiedliśmy. Hotel okazał się wspaniałym miejscem, a ksiądz Krzysztof, Asia oraz nasi fotografowie bardzo ciepłymi, miłymi osobami, dzięki czemu wiedzieliśmy, że nasz ślub będzie wyjątkowy i ani przez chwilę nie żałowaliśmy wyboru!
Odliczaliśmy dni, aż w końcu przyszedł koniec czerwca i czas pakowania się i wyjazdu do Toskanii. W hotelu zostaliśmy przywitani niezwykle miło, jednak od razu opuściliśmy hotelowy pokój i wyruszyliśmy do Florencji. Niesamowity włoski klimat, a do tego Spritz !
Na kilka dni przed ślubem odwiedziliśmy jeszcze raz Ks. Krzytofa, ustaliliśmy szczegóły dotyczące naszej ceremonii. Wspólnie z Asią i Panią Małgosią dopięliśmy na ostati guzik kwestię dekoracji zarówno kościoła jak i restauracji, oraz bukietu Panny Młodej. Dzięki niesłychanym kompozycjom, które przygotowała Pani Małgosia, kościół oraz stoły na przyjęciu wyglądały przepięknie.W między czasie, skorzystałam z próby fryzury i makijażu u Marco, którego poleciła nam również  Asia. To nie tylko fryzjer, to prawdziwy Maestro stylista. Fryzura była piękna, delikatna z wieloma drobnymi akcentami podkreślającymi jej wyjątkowość, makijaż również okazał się idealny. Cudo!
W dniu ślubu, przygotowania ruszyły pełną parą około południa (ślub był zaplanowany na godzinę 16.00). Marco ze swoją pomocnicą i Asią przyjechali do nas do hotelu dużo wcześniej. Zaraz za nimi fotografowie. Planowaliśmy wyjazd z hotelu o godz. 15.00, ale wszystko trochę się poprzesuwało. Niektórzy z naszych gości za bardzo wzięli do siebie włoski luz J My natomiast, posłuchaliśmy się Ks. Krzysztofa, który powiedział nam, że włoskim zwyczajem Panna Młoda musi się spóźnić, a msza w związku z tym może się zacząć nawet godzinę później. I tak się stało !
Spóźnieni, pokonując długą drogę, dotarliśmy nareszcie do kościoła. Nam by dotrzeć przed ołtarz, droga zajęła niemal 10 lat, ale była to droga piękna, czasem wyboista, ale wiedzieliśmy, iż mamy wspólny cel. Moment przysięgi był dla nas początkiem nowej i jeszcze piękniejszej przyszłosci. Jej słowa, wypowiedzieliśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie, w Toskanii. Nasza nowa, wspólna przygoda już się zaczynała... od spełnienia się wspólnego marzenia – ślubu w tym wyjątkowym miejscu.
Ceremonia była cudowna i pomimo niewielkiej ilości gości, znalazły się osoby, które z chęcią czytały, a nawet śpiewały. Ks. Krzysztof poprowadził ją pięknie, wygłosił wspaniałe kazanie, a na sam koniec zrobił nam niespodziankę – wręczył nam błogosławieństwo od Papieża Franciszka dla nas, z okazji dnia ślubu.  Po wyjściu z kościoła obsypano nas białymi płatkami róż. Wszyscy goście ruszyli w drogę powrotną do hotelu, my natomiast razem z fotografami i świadkami pojechaliśmy na saseję zdjęciową min. do kościoła San Miniato we Florencji. Tuż po wyjściu z samochodu, przechodnie zasypali nas gratulacjami i co chwila było słychać trąbienie przejeżdżających samochodów. Czuliśmy się jak gwiazdy filmowe na czerwonym dywanie.
Pogoda była idealna ! Kolacja w hotelu wyśmienita. Dołączyli do nas Ks. Krzysztof, Asia i fotografowie. Na koniec goście dostali od nas tradycyjne włoskie prezenty czyli bomboniere - woreczki wypełnione pysznymi migdałami oblanymi czekoladą. Ten pomysł również podsunęła nam Asia.
Polskim zwyczajem, po dniu zaślubin, odbyły się poprawiny J
Ich przebieg był jednak nieco inny. Wspólnie z naszymi gośćmi, wybraliśmy się na całodzienne zwiedzanie Florencji. A wieczorem udaliśmy się do restauracji, którą poleciła nam Asia, Antico Ristoro Di' Cambi gdzie spróbowaliśmy tradycyjnego florenckiego dania - bistecca alla fiorentina,  spełnienie kulinarnych marzeń smakoszy. W czasie kolacji oczywiście nie zapomnieliśmy o dobrym lokalnym winie, pysznym deserze, nie wspominając o mocnej grappie ! Wokół nas stoliki z besiadującymi Włochami, a więc było bardzo głośno. Prawdziwa włoska uczta!
Nasz kilkudniowy pobyt w Toskanii dobiegał końca, przyszedł czas na pożegnanie się z naszymi gości. Wszyscy, mimo iż musieli już jechać byli bardzo zadowoleni z obecności na naszym ślubie. Nie był to dla nich zwykły, kolejny ślub, ale coś wyjątkowego, połączenie rodzinnej imprezy z krótkimi wakacjami. Niektórzy pozostali jeszcze przez kilka dni we Włoszech, ale już w innych miejscach, bo żal było nie skorzystać z okazji i nie zrobić sobie trochę dłuższych wakacji. My natomiast zostaliśmy w naszym hotelu jeszcze kilka dni by cieszyć się urokami pięknej Italii jako przeszczęśliwi nowożeńcy :)
Na koniec, chcielibyśmy wspomnieć o prezencie od Asi – drzewku oliwkowym, które do dnia dzisiejszego pięknie rośnie u nas w domu i przypomina nam o tym wspaniałym dniu.






























Dziękujemy Asiu,


Marta i Michał

Kochani,
 niech wspólna droga, 
którą wybraliście będzie jak najdłuższa. 
Kochajcie się i bądźcie dla siebie wszystkim.
Asia

Bukiet i inne dekoracje florystyczne : Proarte
Zdjęcia : MeDisProject