Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Capannine restauracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Capannine restauracja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 sierpnia 2017

Le Capannine


Po prawie dwutygodniowej przerwie wakacyjnej, w tym roku odwiedziliśmy Kalabrię, wracam do normalności . Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej ! Po przekroczeniu granicy Umbrii z Toskanią odetchnęłam pełną piersią. Znajome widoki i nazwy zjazdów na autostradzie utwierdzały mnie w przekonaniu, że Pistoia jest tuż tuż...

Po ogarnięciu najważniejszych zobowiązań w pracy (nie włączyłam telefonu i komputera przez 11 dni), rozpakowaniu walizek, nastawieniu nastu pralek, znaleźliśmy wolne przedpołudnie i pojechaliśmy na rowery nad jezioro Bilancino (Mugello). Są tam długie trasy rowerowe, piękne widoki i woda gdzie kąpieli zażywa nasza Emily. Z góry założyliśmy, że nie zdążymy na obiad do domu i wypróbujemy restaurację, którą z wielkim entuzjazmem zachwalała pewna Polska celebrytka w swojej książce o Toskanii, a o której sporo słyszał Andrea od swoich kolegów z pracy. 
Podchodziłam do tematu z dystansem, tym bardziej, że moi Klienci (po kilku latach już właściwie Przyjaciele) przekonali się na własnej skórze, że nie wszystko co zostało opisane w w/w książce, pokrywa się z prawdą. 
Le Capannine - bo o tym miejscu chciałam napisać, położone jest w pobliżu zjazdu z autostrady A1 w Barberino di Mugello. Jest to restauracja do której chętnie zajeżdżają kierowcy TIRów (wielki parking, prysznice), mieszkańcy, a z roku na rok coraz więcej turystów. 
Zdecydowaliśmy się na stolik w środku (upał niemiłosierny), ale jedyny wolny dla naszej czwórki, był właściwie niemożliwy do zdobycia. Zastawiony krzesłami innych, konsumujących już gości. Poddaliśmy się i zajęliśmy miejsce na werandzie. Cień i kilka wentylatorów zawieszonych pod sufitem, ratowało sytuację. 
Wiedzieliśmy już od wejścia, że chcemy zjeść mięso, bo właśnie z niego słynie Le Capannine. Zapach dobiegający z kuchni, jedynie zaostrzał apetyt.
Nie będę opisywać szczegółowo menu, bo jest tego spory wybór (głównie różne rodzaje befsztyków, pieczony prosiaczek, żeberka, kiełbasy, kurczaki) wszystko z grila i rusztu, ale są rownież dania kuchni regionalnej jak tortelli mugellani czy flaki po florencku.
Filet i tagliata z chianiny były obłędne ! Pieczone ziemniaki, warte przynajmniej dwóch sonetów! Świeże pieczywo i zimne białe wino di casa i sorbet cytrynowy dopełniały całości. Nikt z siedzący obok nas gości, nie zaczął jedzenia zanim nie pstryknął swojemu kawałkowi befsztyka kilku zdjeć :)
Mlaskaniom i zachwytom nie było końca ! 
Jestem pewna, że jeszcze tam wrócimy, ale już po sezonie, najlepiej zimą. Fama o dobrych mięsiwach poszła w świat i właściciele chcą wykorzystać swoją szansę. To naturalne, chociaż nas trochę wystraszyło. Miałam wrażenie, że wszystko idzie w kierunku ilości, chociaż jakość znakomita ! Wielka sala, która wypełniona była do granic możliwości stolikami, a co za tym idzie wprowadzała bardzo ograniczoną przestrzeń, sprawiała wrażenie przeludnionej. Chociaż, muszę dodać, że nie czekaliśmy długo na nasze dania. Nie mam zamiaru narzekać, objadałam się właściwie na zapas :) Bo jedzenie jakby nie patrzył jest w restauracji najważniejsze ! 
Więc jeśli kiedyś będziecie wybierali się np. do outletu, który jest w pobliżu, zaplanujcie przerwę obiadowa właśnie tu ! Aha, psiaki mile widziane.