Każdego roku, wpadamy w sidła przedświątecznych atrakcji, których w Toskanii nie brakuje. Zaczynamy zazwyczaj od tych, które są najbliżej nas. W ubiegłym roku zabrałam Was do Montecatni Terme, do domu Mikołaja. W tym, kilka słów o jednym z najbardziej znanych mercatini di Natale w Toskanii - Weihnachtsmarkt czyli niemieckim kiermaszu bożonarodzeniowym we Florencji.
Jak zwykle kramy rozłożyły się na Placu Św. Krzyża. Duży i zazwyczaj pusty plac, jest świetnym miejscem na tego typu imprezy. W tym roku przypada XIV edycja mercatino, który potrwa do 21 grudnia.
Kiermasz zainicjowano 14 lat temu. Był jedną z idei europejskiej wymiany kulturalnej. Na początku wymianę prowadzono z Monachium, Hanoverem, Frankfurtem czy austriackim Salzburgiem. Z czasem impreza stała się jeszcze bardziej wielonarodowościową. Dziś w 55 drewnianych, odświętnie przystrojonych budkach, swoje towary zachwalają wystawcy min. z Włoch, Polski, Węgier, Szwecji, Finlandii, Grecji i Francji.
Niefortunnie wybraliśmy się do Florencji w niedzielę. Tłum, jak 15 sierpnia ! Z góry ustalony plan obejścia kiermaszu spalił na panewce. Skończyło się na tym, że oglądaliśmy co się dało, a nie co chcieliśmy. Ania miała jeszcze gorzej. Jej perspektywa ograniczała się do psiaków i nóg przechodniów, a raczej miejsc gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. W efekcie Andrea nosił ją na barana.
Przyznam, że zatrzymałabym się z chęcią przy wielu ze stoisk, gdybym mogła się do nich dostać :) Zaciekawiła mnie ceramika, ta mniej i bardziej użyteczna.
Topniałam jak zwykle przy kostkach mydła i przypraw. To nawet nie to, że je obsesyjnie lubię, ale samo ich wyeksponowanie bardzo mi się podoba.
| W sprzedaży jest również mydło z mleka oślicy. Ale kostki mydła marsylskiego są wyjątkowe, nieprawdaż ? |
Są również, w znacznej mniejszości, kramy oferujące asortyment wybitnie bożonarodzeniowy. Pojawiły się ozdoby choinkowe i dekoracje.
Nie mogło zabraknąć "ciepłych" gadżetów na długie zimowe wieczory.
Dziewczyny nie mogły oderwać wzroku od stoiska z "wystrojem" szopek.
Z góry założyliśmy, że zjemy na miejscu. Nastawiliśmy się na wurstel e crauti, niemiecki rodzaj hot doga z kiszoną kapustą. Kolejka, no cóż... Mogło być gorzej, tylko 35 min :) Nam i tak się upiekło.
Inni, jak widać, mieli mniej szczęścia.
Przy prosiaczku ustawił się dłuuugi ogonek !
Dodam, że jedno z większych stoisk gastronomicznych należy do naszych rodaków. Jest to właściwie ostatnie już stoisko usytuowane najbliżej kościoła u stóp pomnika Dantego. Tu dopiero działy się dantejskie sceny! Na miseczkę bigosu pewnie są jeszcze tacy, którzy czekają do dziś !
Najgorsze we włoskich kolejkach jest to, że nikt w niej nie stoi. Jeśli już to tworzy się swoisty zlepek ludzi. Pytaniem kto ostatni, wprowadza się spore zamieszanie. Świetnie opisał to zjawisko Maciek A. Brzozowski w książce pt. "Włosi. Życie to teatr".
Zastanawiam się czy błędy w wyrazach to trick reklamowy ? W jednym zdaniu, aż trzy (!) jeden za drugim. Zgadniecie o którym daniu mówię ? Najśmieszniejsze jest to, że błąd w tym samym wyrazie raz się pojawia, a raz znika :) Tak naprawdę to czego ja się czepiam ? Najważniejsze, że nasze popisowe dania smakowały !
Na deser do wyboru była słodkość rodem z Węgier lub czerwone lukrowane jabłka. Nigdy ich nie skosztowałam. Kuszą mnie jedynie swoim wyglądem !
Najedzeni, z pustymi siatkami wracaliśmy do samochodu, który zaparkowaliśmy tym razem na parkingu San Ambrogio. Uliczki oddalone od Piazza Santa Croce o zaledwie 50 metrów, świeciły pustkami.
Trochę więcej osób pojawiło się przy Loggia dei Ciompi. Jest to jednego z moich ulubionych miejsc we Florencji.
Jak zwykle obiecujemy sobie, że w następnym roku odpuścimy sobie mercatino we Florencji. Poszukamy czegoś innego, bardziej kameralnego, bardziej toskańskiego. Nie umiem jednak sobie podarować Florencji i panującego w niej bożonarodzeniowego zamieszania. Wróciliśmy do domu z pustymi siatkami, ale z głową pełną kolorów, zapachów i smaków. Unoszący się nad placem zapach vin brulè chodził za mną jeszcze przez kilka dni... Żałuję, że Anka padła przed włączeniem świątecznych lampek i dekoracji, którymi opływa Florencja. Na pewno będzie jeszcze szansa zobaczyć Florencję po zmroku, na pewno jeszcze w tym roku !
Dla mnie idealna sceneria dla takich przedświątecznych imprez, to kilka stopni poniżej zera i skrzypiący śnieg pod nogami. No, ale przecież jesteśmy w Toskanii :)