piątek, 4 lipca 2014

Kamienne mury, puste uliczki i żołnierzyki

Moja przyjaciółka Annalisa już od dawna namawiała nas na wycieczkę do Calenzano Alto. Opowiadała nam o jego urokliwych wąskich uliczkach, warownych murach, zamku i niepowtarzalnej atmosferze. Jakoś jednak nigdy nie było nam tam po drodze. Z Pistoi to raptem 30 km, a z Florencji ok. 20. Co więcej, w pobliżu mieszka Nonna Fiorenza czy babcia Sofii i Ani. Zachęceni właśnie jej opowieścią (spędziła tam popołudnie z siostrą Andrei, Chiarą), postanowiliśmy pojechać! Nie było odwrotu i z utęsknieniem odliczałam dni do niedzieli !

Dojazd do miasteczka jest bardzo prosty. W pewnym momencie (będą dwa takie bardzo krótkie odcinki) uliczka jest dwukierunkowa, ale wąska. Najlepiej jest wyjrzeć czy nic nie jedzie z naprzeciwka i dopiero wtedy szybko przejechać. Tzn. ja bym tak zrobiła, bo Andrea tej przeszkody nawet nie zauważył :)
Kierowaliśmy się zgodnie z instrukcjami poprzedniczek na Museo del Figurino Storico (charakterystyczne oznaczenie muzeów i miejsc wartych odwiedzenia czyli  biały napis na brązowej tablicy).
Zaparkowaliśmy na Piazza Belvedere, bo tu akurat skończyła się droga. Jak sami widzicie nazwa placu jest adekwatna do tego co sobą reprezentuje. Nie są to wprawdzie winnice i gaje oliwne, a przemysłowe miasteczko Calenzano i peryferie pobliskiego Sesto Fiorentino. Na pewno w oddali widać również Florencję, ale ja, gapa, jak zwykle wystroję się nie w ten obiektyw ! Trudno, następnym razem. 


Jak na gród warowny przystało wejście prowadzi przez bramę. 

La Porta Sud - Brama Południowa nazywana Portaccią
Polubiłam miasteczko natychmiast chociaż byłam dopiero u jego wrót :)




Wiem, że nie jestem pierwszą osobą, która przejdzie uliczkami tej mieściny, ale mimo wszystko czuję się w takich momentach jak traper. Jest mi obojętne czy pójdę w lewo czy w prawo, nigdy tu nie byłam, nie muszę się trzymać kurczowo mapy. Bez różnicy, którą z uliczek pójdę i cokolwiek zobaczę będzie mi się podobało, bo to się czuje natychmiast :  c'è o non c'è (jest albo nie ma) jak to zwykł mówić Andrea. Poza tym znowu byliśmy sami, no prawie. 



Zaczynają się pierwsze schodki i wejścia pod górkę.


Po przejściu dosłownie 150 metrów (widać było nadal parking) doszliśmy do pięknego placu. Jest tak mały, że tutaj akurat żeby go sfotografować przydałby mi się obiektyw szerokokątny ! Ja przedstawiam Wam go z różnych stron ... trzech możliwych zresztą.

Idąc od Piazza Belvedere

 

Widok na plac od strony kościoła San Niccolò
 

Via Principale, w kierunku La Porta del Sud. 
Na zdjęciu powyżej, po prawej stronie, dziś zamurowane już arkady, w średniowieczu zdobiły budynek w którym urzędował podestà, najwyższy rangą urzędnik miejski o uprawnieniach sądowniczych i wojskowych (dzisiejszy burmistrz).
 
Czwarty, ślepy "róg" placu



Poniżej widok z placu na Portaccia przy której zaparkowaliśmy:


Sofia wyjtkowo w spódnicy, bo u Anki to przecież norma. Z tym, że tym razem było to wydanie tak modnej w tym sezonie sportowej elegancji ;) A na murach kapary, kapary, kapary ....

 


W pewnym momencie poszliśmy za głosami. Jak się okazało właśnie skończyła się msza św. w kościele San Niccolò. 


Z kościoła wychodzi się na obszerny plac o takiej samej nazwie. 


Tu, też można zaparkować samochód i jak podejrzewałam, dojazd jest dużo łatwiejszy niż ten od strony Piazza Belvedere. 


Tego dnia plac wyglądał jak po bitwie, ale tylko dlatego, że w sobotę wieczorem odbywał się tu kiermasz. Zresztą o 18.00 zaczynał się kolejny z letnich festynów organizowanych przez miasto. 
Następne drzwi do kolekcji :)

Z placu San Niccolò widoki są zdecydowanie mniej industrialne:



Cały czas "gdzieś" idziemy (a raczej biegniemy za Anką), ale tak naprawdę sami nie wiemy dokąd. Wiemy, że jest tu jeszcze zamek i wieża na którą można się wspiąć.
Calenzano Alto, nazywany tak z racji swojego położenia, 200 m n.p.m. względem miasteczka Calenzano położonego u jego stóp, było w XII wieku typowym grodem warownym. Oprócz dwóch masywnych i niskich wież, które były również jedynymi bramami wjazdowymi (są jeszcze niższe wieże boczne) osada otoczona jest owalnym pierścieniem murów obronnych z kamienia. 

 



Na zamku też lubili się bawić ! Znacie zapewne toskańskie buche del vino.



Chcieliśmy jeszcze zejść niżej żeby zobaczyć zamek w całej jego okazałości, bo właśnie od tej strony widać go najlepiej, ale właśnie przygotowywano scenę na wieczorny koncert. Poproszono nas bardzo grzecznie żebyśmy nie kręcili się z dziećmi. Na wieżę też nie mogliśmy wejść, podobnie jak nie mogliśmy zobaczyć ogrodu, bo akurat soki żołądkowe wybiły 12.30 i kustosze muzealni rozpierzchli się do domów ! Jednak po przeciwnej stronie w murach zamku jedyne drzwi były nadal otwarte i o dziwo nie była to restauracja !  Drzwi prowadzą do Museo Comunale del Figurino Storico - Muzeum Żołnierzyków, tak będzie najprościej.

  
 
 

Można dostać oczopląsu od przeróżnych figurek, nie tylko średniowiecznych wojów, rycerzy i żołnierzy różnych narodowości i epok, ale również zwykłych mieszkańców uwiecznionych podczas wykonywania codziennych obowiązków. Uwagę zwracają przede wszystkim precyzyjnie odtworzone sceny batalistyczne. Głównie te, poświęcone bogatej historii Calenzano Alto za czasów słynnego przywódcy wojskowego Castruccio Castracani. Urodzony w pobliskiej Lukce, Castruccio, wsławił się odwagą, męstwem, znajomością broni i biegłością w sztuce wojennej nie tylko na swoich terenach, ale również w Anglii i we Francji.









 Są też sceny bardziej współczesne naszym czasom:





I mój ulubiony eksponat :)



Wszyscy, łacznie z narybkiem, byliśmy zachwyceni muzeum. Andrea pluł sobie w brodę, że przez tyle lat mieszkał tak blisko tego miejsca i nie wiedział o jego istnieniu !
Biorąc pod uwagę, że płeć piękną czyli 3/4 naszej rodziny, takie rzeczy średnio interesują, a my się nie nudziłyśmy, to jeśli macie syna koniecznie musicie się tu wybrać ! Samo muzeum jest akurat takiej wielkości żeby się nim "nie zmęczyć", a plusem na TAK będzie zapewne bezpłatny wstęp. 

Dodatkowe informacje:
Muzeum od 16.06 do 05.09 jest czynne od poniedziałku do niedzieli w godzinach 18.00-20.00 i 21.00-23.00 
od 06.09 do 31.12 jest czynne w piątki w godzinach 15.00-19.00 oraz w sobotę i niedzielę 09.30-12.30 i 15.00-19.00

Jeśli traficie do Toskanii w "świętym" miesiącu urlopowym czyli sierpniu to muzeum też będzie akurat na urlopie w dniach od 09-24.08.14.  

Wracając do domu via del Castello, skoro już o świętości mowa, trudno nie zauważyć na rozstajach dróg tej pięknej kapliczki, tu nazywanej tabernacolo. 




6 komentarzy:

  1. bardzo klimatyczne te uliczki1
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tego miejsca a urocze są te uliczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj tam nie byłam :)

    Pozdrawiam po urlopie. Od wczoraj jestem już w domu i właśnie mam depresję po-toskańską :(((((((((( piękna pogoda, zabójczo przepyszne jedzenie, nawet zaliczyłam lokalną fiestę w Lucignano (zostaliśmy zaproszeni przez naszego gospodarza) i teraz ryczę w poduchę, że mieszkam w brudnym mieście, w blokowisku a nie w uroczej Toskanii .... ehhhhhh

    OdpowiedzUsuń
  4. Włochy są cudowne,trudno w nie nie wsiąknąć :)

    Zapraszam również do siebie: http://scritto-con-la-pasta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Wlasnie tu jestem, nic ciekawego ani urokliwego, brud i wszechobecny srod szamba

    OdpowiedzUsuń