Dwa tygodnie temu, w niedzielę, zapowiadali siarczysty mróz. Prognozy mówiły o temperaturach pomiędzy 0, a -3. Mimo bardzo niesprzyjającej pogody, wybrałam się z dziewczynkami na spacer po centrum. Była godzina 10 z kawałkiem. W centrum nie było właściwe nikogo. Czasami tylko jakiś zagubiony cień przebiegł w pośpiechu jakby chciał zdążyć do domu przed rozpoczęciem godziny policyjnej. Zawsze zaludniony Piazza del Duomo, tym razem świecił pustkami. Tylko moja Ania przekrzykiwała się z echem. Na ulicach cichosza.
Przez chwilę poczułam się jak członkini klubu morsów na nadbałtyckiej plaży. Zresztą od 14 lat słyszę zimą: „Co to dla Ciebie?”, „ Tobie na pewno nie jest zimno”, „jesteś przyzwyczajona do takich ekstremalnych temperatur”.... a ja z pełnym przekonaniem powiem, że tu chłód jest bardziej przeszywający. Jest duża wilgotność i to powoduje, że zimno czepia się człowieka jak bluszcz. Jeśli dodać do tego wiatr, to zupełny odjazd. Wiem, że macie gorzej, ale i tak Wam zazdroszczę
😜 Śniegu. I kiszonych ogórków !!!!































