poniedziałek, 10 lutego 2014

Cała naprzód czyli wiosenne warsztaty kulinarne

Włos na głowie mi się jeży jak patrzę kiedy ostatni raz tu byłam... W ubiegłym roku !!!
Przede wszystkim chciałam Wam podziękować za pamięć, życzenia świąteczne i maile z zapytaniem czy u mnie wszystko OK.
U mnie owszem, wszystko w porządku, ale koniec starego roku był bolesnym rozstaniem ze starym komputerem... Pomogła mi w tym młodsza córka Ania. I tak przez prawie dwa tygodnie nie miałam na czym pracować, a później musiałam to wszystko szybko nadrobić. Udało się, nowy sprzęt jako tako ujarzmiony i pierwsi turyści ulokowani.
Nawet nie wiem od czego zacząć, bo uzbierało się tego trochę. Mam kilka nowych pomysłów na ten rok, odwiedziłam wiele wyjątkowych miejsc. No, ale o wszystkim będę informować Was na bieżąco.

Dziś chciałam Wam zaproponować:

Wiosenne warsztaty kulinarne!

Po wielkim sukcesie jesiennej edycji, dostałam mnóstwo zapytań o następny termin. Razem z Elisą doszłyśmy do wniosku, że teraz damy szansę rybom w połączeniu z wiosennymi smakami.
 
Maj w Toskanii to sezon na szparagi, cukinie, szpinak, brokuły i wiosenne karczochy. Na łąkach pojawia się dzika sałata radicchio, a w lasach w otoczeniu przesłodkich poziomek królują pierwsze i podobno najlepsze prawdziwki.




W tym miesiącu Toskańczycy bardzo cenią sobie szałwię, szczególnie tą, której wielkie liście można smażyć na głębokim oleju.

Z owoców najbardziej majowa jest chyba truskawka.


Zorientowałam się o tym dopiero w drugim roku mojego pobytu w Toskanii. Tak długo czekałam na te najlepsze, sprzedawane w łubiankach przy przystankach autobusowych czy wzdłuż poboczy przy drogach, aż się skończyły! Oczywiście nikt tu ich w ten sposób nie sprzedaje. A w czerwcu już ich właściwie nie ma.

Nadal żeby pozostać w tonacji, dodam, że pojawiają się pierwsze czereśnie, wiśnie i maliny, które będą obecne na stołach aż do lipca.  

Oprócz czerwieni aksamitny, pomarańczowy element czyli czas na skosztowanie pierwszych, bardzo jeszcze delikatnych moreli ...

Wiosna, to również czas na przeróżne sery począwszy od kozich przez owcze, a skończywszy na tych zrobionych z krowiego mleka. Do wyboru do koloru. Są mniej i bardziej wyszukane w smaku, chociażby moje ulubione ze szczypiorkiem, rukolą czy truflami (bo są i na wiosnę!).
Zazieleniło się ! Da się zauważyć i poczuć w smaku.  
Podczas ostatniego kursu, wiele z uczestniczek było zainteresowanych potrawami z ryb i owoców morza. Są one coraz częściej dostępne w Polskich sklepach, ale nadal macie rozterki jak je przyrządzić. Elisa, zdradzi Wam kilka tricków jak ugotować coś pysznego z ryb i nie wydać na to fortuny !
Ryby to jej specjalność. A jak sama o sobie mówi: z jednakowym zaangażowaniem je przyrządza jak je! Jednak nie samą rybą człowiek żyje i nie bójcie się bo nie zabraknie innych typowych potraw !

Trzy produkty których nie może zabraknąć w kuchni jeśli zabieramy się za ryby (bo o oliwie z oliwek i białym winie nawet nie wspominam, to mus !)


A reszta to kwestia smaku, bo może to być baccalà (dorsz):


mątwy, krewetki, kalmary


dorada, sardynki


  "zwykłe" mięczaki :)


czy małże.



Odwiedziłam ostatnio jeden z najbardziej znanych i najlepiej zaopatrzonych rynków we Florencji, Mercato Centrale. Przez mieszkańców nazywany po prostu Mercato di San Lorenzo. Miejsce zachwyca intensywnością kolorów, ilością oferowanych produktów, a przede wszystkim oszałamia zapachami... 





Oprócz kolorowych straganów, nie ma co ukrywać, że niektóre z nich są nastawione głównie na turystów, jest tam wiele barów i malutkich punktów bistro, bo słowo restauracja w tym wypadku byłoby raczej sporym nadużyciem



Dla mnie jest to miejsce szczególnie bliskie sercu, bo to właśnie tu podczas naszej pierwszej wspólnej wizyty we Florencji, Andrea zabrał mnie na trippa alla fiorentina czyli flaki po florencku ! Ostrygi to nie były, szampan się nie lał, ale do dziś pamiętam ten swoisty tygiel emocji: pyszne gęste, czerwone od sosu pomidorowego flaczki, czerwone wino pite w szklankach musztardówkach, aromat świeżo parzonego espresso, no i ... motyle w brzuchu :)

A wracając do warsztatów kulinarnych.

Tym razem, skoro mowa o rybach to nie może zabraknąć prawdziwej morskiej wyprawy ! Jeśli dopisze nam pogoda, a raczej w maju jest już ciepło, to zabieram Was na ryby na pokładzie prawdziwego kutra rybackiego !


Na kutrze nie zabraknie atrakcji.
Oprócz wyłuskiwania ryb z sieci, będziecie mogli się przyjrzeć z bliska i spróbować, w jaki sposób prawidłowo patroszyć i filetować ryby i skorupiaki. Mało tego ! Co powiecie na świeżutkie spaghetti przygotowane na pokładzie i zjedzone w zacisznej zatoczce dostępnej tylko drogą morską ? A jeśli ktoś będzie miał ochotę na kąpiel, to dlaczego nie ?!
Mam nadzieję, że program warsztatów pozwoli Wam "od kuchni" poznać Toskanię. Chciałabym żebyście oprócz nowych i sprawdzonych  na miejscu przepisów, mogli zabrać ze sobą do domu jej prawdziwe smaki i zapachy...


Warsztaty odbędą się w dniach
od 10 do 17  maja 2014

1 dzień / 10 maja - sobota
- Przyjazd do agroturystyki
- Kolacja powitalna
2 dzień / 11 maja - niedziela
- Śniadanie w agroturystyce
- Dzień wolny
3 dzień/ 12 maja - poniedziałek
- Śniadanie w agroturystyce
- 17.00 - degustacja wina w winnicy w pobliżu Pistoi

4 dzień / 13 maja - wtorek
- Śniadanie w agroturystyce
- 09.00 wyjazd nad morze do Viareggio
- ok. 16.00 - powrót do agroturystyki
5 dzień / 14 maja - środa

- Śniadanie w agroturystyce
- 16.00 - 19.00 - kurs gotowania
-20.00 - kolacja na którą składają się dania przez Was wcześniej przygotowane
  6 dzień /  15 maja - czwartek
- Śniadanie w agroturystyce
- 16.00 - 19.00 - kurs gotowania
- 20.00 - kolacja na którą składają się dania przez Was wcześniej przygotowane
7 dzień / 16 maja - piątek

- Śniadanie w agroturystyce
- 09.30 - zakupy na  lokalnym ryneczku
- 16.00 - 19.00 - kurs gotowania
- 20.00 - pożegnalna kolacja na którą składają się dania przez Was wcześniej przygotowane
8 dzień / 17 maja - sobota
- Śniadanie w agroturystyce
- powrót do domu 

Cena zawiera:
·         zakwaterowanie w pokoju dwuosobowym z łazienką
·         7 śniadań (śniadanie w formie bufetu szwedzkiego)
·         12 godzin praktycznych pod okiem szefa kuchni
·        kolacja powitalna (napoje wliczone)
·         3 kolacje, które przyrządzicie własnoręcznie (napoje wliczone)
·       zakupy z szefem kuchni na lokalnym ryneczku 
·         degustacja wina w winnicy w pobliżu Pistoi
·         7 godzinna wyprawa nad morze, połów ryb, oraz obiad (napoje wliczone) na pokładzie kutra rybackiego 
·         opieka  Visitoscana

Dodam, że kurs będzie prowadzony w języku polskim. Ja będę Waszym tłumaczem. Teraz jestem już zaprawiona w bojach !
 
Na miejsce warsztatów kulinarnych wybrałam moją ulubioną agroturystykę:


Pisałam o niej między innymi tutaj i tutaj, a także ostatnio a propos jesiennych warsztatów kulinarnych.
Jeśli chcecie dowiedzieć się o wrażeniach Pań, które były już na kursie organizowanym przeze mnie to zapraszam Was do przeczytania wpisów w Księdze Gości, jak również zapoznania się z osobistymi wrażeniami na blogu Małgosi Matyjaszczyk i Maszki .

Czekam na Wasze zgłoszenia. Piszcie proszę na adres:

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Buon Natale


Wesołych świąt Bożego Narodzenia oraz szczęścia w nadchodzącym Nowym Roku 2014

Auguri di Buon Natale e felice Anno Nuovo 2014

Joanna, Andrea, Sofia i Anna

środa, 18 grudnia 2013

Łyk Chianti

Jak każda porządna gospodyni, przed zbliżającymi się świętami, zabrałam się za porządki !
Z tym, że ja zaczęłam od swojego komputera i z przerażeniem odkryłam pajęczyny i centymetry kurzu na świetnych miejscach w których miałam okazję być, a których nigdy nie opisałam.
Nie żebym się teraz usprawiedliwiała, ale jest to tzw. bałagan kontrolowany. Dla mnie najważniejszy jest klient, który się zgłosi z konkretnym zapytaniem, a ciekawa agroturystyka czy wyjątkowo urokliwe miejsce i ich opisanie mogą poczekać. 
A z kurzu omiotę miedzy taką oto perełkę !
Rzecz dzieje się w kwietniu bieżącego roku...
Pewnego piątkowego wieczoru, Andrea przyniósł do domu informację o ciekawym miejscu w okolicach Panzano in Chianti, a w sobotę rano byliśmy już w drodze. Dopiero z samochodu dzwoniłam umówić nas na spotkanie. Nawet jeśli nic by z tego nie wyszło, to wycieczka do Chianti byłaby mimo wszystko czystą przyjemnością.
 No bo jak nie, jak tak :)
 
 






 
Agroturystyka położona jest w bardzo malowniczym i łatwo dostępnym miejscu. Kawałek szutrową drogą przez rzędy winogron i już widać wiejskie kamienne zabudowania.
Przy bramie wjazdowej, oparta o piękną skrzynkę na listy czekała już na nas właścicielka, Emilia.


Przybyła tu z Neapolu, wraz ze swoim mężem, prawie 25 lat temu. Obydwoje rozkochani w Toskanii, po studiach rolniczych i z głową pełną pomysłów kupili kawał ziemi w pobliżu Panzano in Chianti. Nareszcie mogli spełnić marzenia o produkcji własnego wina i prowadzeniu agroturystyki. W między czasie Giovanni, maż Emilii, zdobył uprawnienia enologa i w 1995 roku rozlewa do butelek swoje pierwsze dzieło, wino Chianti Classico rocznik 1993. 
Motto, które przyświeca jego ideologii to:
 
Lepiej mniej, ale wykwintnego wina.
 
Uzasadnia to tym, że posiadanie małej plantacji umożliwia dokładną kontrolę winogron, właściwe przycinanie i kontrolę ich ewentualnych chorób. Możliwe jest również zaplanowanie najodpowiedniejszego czasu winobrania lub innych “nieplanowanych” interwencji.
Zdaje się, że role są tu wyraźnie podzielone. Emilia zajmuje się agroturystyką, a jej mąż rządzi się winnicy.
 
Emilia ma się czym zajmować. Troszczy się nie tylko o trzy apartamenty, ale również o teren przyległy do domu i basen.







 

 



Skupiłam się głównie na otoczeniu, bo apartamenty urządzone są w typowym toskańskim wiejskim stylu. Jak zwykle wszystkie meble to dzieło przypadku, ale pasują do siebie jak płaszcz szyty na miarę :)

W największym z apartamentów jest kominek:
 
 
Właściciele stawiają na wiejski charakter swojej agroturystyki. Nie starali się wygładzić ścian, a wręcz zostawili stare kamienne fundamenty na wierzchu. Wygląda to bardzo ciekawie szczególnie w połączeniu z bielą ścian i ceglastą terakotą na podłodze.


 

Wielką pasją Emilii są kwiaty i ciekawe, czasami już bezużyteczne przedmioty. Ma słabość do starych piecyków i kamiennych donic. Dopinguje jej w tym teść, który przy każdej możliwej okazji obdarowuje ją niezwykłymi okazami.







 
 A to świat Giovanniego:








Winnice przed "sezonem".



 
Emilia wysłała nas na obiad do pobliskiego Panzano in Chianti. Tam też mieliśmy spotkać się z jej przyjacielem, rzeźnikiem- poetą - Dario Cecchini.
Do Panzano jest oczywiście pod górkę, bo to typowe dla tego regionu miasteczko - malutkie i malowniczo położone. Skąpane w wiosennym przedpołudniowym słońcu, zachęcało nas do spaceru swoimi uliczkami. Wprawdzie są to dwie uliczki na krzyż, ale czyż nie o to chodzi w toskańskich klimatach ... ? Im mnie tym piękniej ! Bez pośpiechu, bez nerwów, że musimy być na konkretną godzinę. Jest tu i teraz, chwilo trwaj ! Nacieszyliśmy nasze oczy zarówno kamiennymi uliczkami, kościółkiem, jak i soczystą zielenią i pięknymi krajobrazami.








Kwintesencja toskańskiego krajobrazu :)


Daliśmy się ponieść dolce far niente. Przysiedliśmy sobie przy wolnym stoliku i butelce wina na placu głównym :)



Dusza radowała się wszechobecną ciszą przerywaną śpiewem ptaków i śmiechem dzieci, a ciało... No właśnie ciało też by chciało! Tym bardziej, że brzuchy Dziewczyn wybiły 13.00 ! Czas rozejrzeć się za czymś do jedzenia. Wtedy właśnie usłyszeliśmy wyjątkowo głośny monolog ! Komu zebrało się o tej porze na recytację ? Zaciekawieni szliśmy za tym donośnym głosem.

Krowi ryj, wskazuje drogę do sklepu Dario

Jak się okazało trafiliśmy wprost do rzeźnika - poety, on nas do siebie zwabił i to nie jedzeniem! W jego sklepie tłum zasłuchanych ludzi, głównie tubylców i kolarzy, którzy wdępnęli tu na szybką kanapkę i kieliszek wina na wzmocnienie, bo na miejscu można spróbować lokalnych wyrobów. Ja zwariowałam na punkcie smalcu. Zresztą wszystko nam smakowało :) A Dario nieprzerwanie recytował i kroił bistecca alla fiorentina...
 

Właściel sklepu, słynny już w całym Chianti, Cecchini ma również swoją restaurację, która zdajduje się po przeciwnej stronie ulicy. Króluje tam oczywiście pyszne toskańskie mięso ! Tam jednak nie zjedliśmy. Wszystkie miejsca były zarezerwowane dla olbrzymiej wycieczki z USA.


Na brak chętnych jak widać nie narzekają. Są przecież tacy, którzy lubią jak im się śpiewa do kotleta, dlaczego zatem inni nie mogą wsłuchiwać się w poetyckie strofy pałaszując bistecca alla fiorentina ?
 
To taki jeden z wariantów możliwy do zrealizowania podczas najbliższych wakacji. Zresztą na Chianti nie muszę Was chyba namawiać, no nie ? Szczególnie Classico ;)