środa, 18 grudnia 2013

Łyk Chianti

Jak każda porządna gospodyni, przed zbliżającymi się świętami, zabrałam się za porządki !
Z tym, że ja zaczęłam od swojego komputera i z przerażeniem odkryłam pajęczyny i centymetry kurzu na świetnych miejscach w których miałam okazję być, a których nigdy nie opisałam.
Nie żebym się teraz usprawiedliwiała, ale jest to tzw. bałagan kontrolowany. Dla mnie najważniejszy jest klient, który się zgłosi z konkretnym zapytaniem, a ciekawa agroturystyka czy wyjątkowo urokliwe miejsce i ich opisanie mogą poczekać. 
A z kurzu omiotę miedzy taką oto perełkę !
Rzecz dzieje się w kwietniu bieżącego roku...
Pewnego piątkowego wieczoru, Andrea przyniósł do domu informację o ciekawym miejscu w okolicach Panzano in Chianti, a w sobotę rano byliśmy już w drodze. Dopiero z samochodu dzwoniłam umówić nas na spotkanie. Nawet jeśli nic by z tego nie wyszło, to wycieczka do Chianti byłaby mimo wszystko czystą przyjemnością.
 No bo jak nie, jak tak :)
 
 






 
Agroturystyka położona jest w bardzo malowniczym i łatwo dostępnym miejscu. Kawałek szutrową drogą przez rzędy winogron i już widać wiejskie kamienne zabudowania.
Przy bramie wjazdowej, oparta o piękną skrzynkę na listy czekała już na nas właścicielka, Emilia.


Przybyła tu z Neapolu, wraz ze swoim mężem, prawie 25 lat temu. Obydwoje rozkochani w Toskanii, po studiach rolniczych i z głową pełną pomysłów kupili kawał ziemi w pobliżu Panzano in Chianti. Nareszcie mogli spełnić marzenia o produkcji własnego wina i prowadzeniu agroturystyki. W między czasie Giovanni, maż Emilii, zdobył uprawnienia enologa i w 1995 roku rozlewa do butelek swoje pierwsze dzieło, wino Chianti Classico rocznik 1993. 
Motto, które przyświeca jego ideologii to:
 
Lepiej mniej, ale wykwintnego wina.
 
Uzasadnia to tym, że posiadanie małej plantacji umożliwia dokładną kontrolę winogron, właściwe przycinanie i kontrolę ich ewentualnych chorób. Możliwe jest również zaplanowanie najodpowiedniejszego czasu winobrania lub innych “nieplanowanych” interwencji.
Zdaje się, że role są tu wyraźnie podzielone. Emilia zajmuje się agroturystyką, a jej mąż rządzi się winnicy.
 
Emilia ma się czym zajmować. Troszczy się nie tylko o trzy apartamenty, ale również o teren przyległy do domu i basen.







 

 



Skupiłam się głównie na otoczeniu, bo apartamenty urządzone są w typowym toskańskim wiejskim stylu. Jak zwykle wszystkie meble to dzieło przypadku, ale pasują do siebie jak płaszcz szyty na miarę :)

W największym z apartamentów jest kominek:
 
 
Właściciele stawiają na wiejski charakter swojej agroturystyki. Nie starali się wygładzić ścian, a wręcz zostawili stare kamienne fundamenty na wierzchu. Wygląda to bardzo ciekawie szczególnie w połączeniu z bielą ścian i ceglastą terakotą na podłodze.


 

Wielką pasją Emilii są kwiaty i ciekawe, czasami już bezużyteczne przedmioty. Ma słabość do starych piecyków i kamiennych donic. Dopinguje jej w tym teść, który przy każdej możliwej okazji obdarowuje ją niezwykłymi okazami.







 
 A to świat Giovanniego:








Winnice przed "sezonem".



 
Emilia wysłała nas na obiad do pobliskiego Panzano in Chianti. Tam też mieliśmy spotkać się z jej przyjacielem, rzeźnikiem- poetą - Dario Cecchini.
Do Panzano jest oczywiście pod górkę, bo to typowe dla tego regionu miasteczko - malutkie i malowniczo położone. Skąpane w wiosennym przedpołudniowym słońcu, zachęcało nas do spaceru swoimi uliczkami. Wprawdzie są to dwie uliczki na krzyż, ale czyż nie o to chodzi w toskańskich klimatach ... ? Im mnie tym piękniej ! Bez pośpiechu, bez nerwów, że musimy być na konkretną godzinę. Jest tu i teraz, chwilo trwaj ! Nacieszyliśmy nasze oczy zarówno kamiennymi uliczkami, kościółkiem, jak i soczystą zielenią i pięknymi krajobrazami.








Kwintesencja toskańskiego krajobrazu :)


Daliśmy się ponieść dolce far niente. Przysiedliśmy sobie przy wolnym stoliku i butelce wina na placu głównym :)



Dusza radowała się wszechobecną ciszą przerywaną śpiewem ptaków i śmiechem dzieci, a ciało... No właśnie ciało też by chciało! Tym bardziej, że brzuchy Dziewczyn wybiły 13.00 ! Czas rozejrzeć się za czymś do jedzenia. Wtedy właśnie usłyszeliśmy wyjątkowo głośny monolog ! Komu zebrało się o tej porze na recytację ? Zaciekawieni szliśmy za tym donośnym głosem.

Krowi ryj, wskazuje drogę do sklepu Dario

Jak się okazało trafiliśmy wprost do rzeźnika - poety, on nas do siebie zwabił i to nie jedzeniem! W jego sklepie tłum zasłuchanych ludzi, głównie tubylców i kolarzy, którzy wdępnęli tu na szybką kanapkę i kieliszek wina na wzmocnienie, bo na miejscu można spróbować lokalnych wyrobów. Ja zwariowałam na punkcie smalcu. Zresztą wszystko nam smakowało :) A Dario nieprzerwanie recytował i kroił bistecca alla fiorentina...
 

Właściel sklepu, słynny już w całym Chianti, Cecchini ma również swoją restaurację, która zdajduje się po przeciwnej stronie ulicy. Króluje tam oczywiście pyszne toskańskie mięso ! Tam jednak nie zjedliśmy. Wszystkie miejsca były zarezerwowane dla olbrzymiej wycieczki z USA.


Na brak chętnych jak widać nie narzekają. Są przecież tacy, którzy lubią jak im się śpiewa do kotleta, dlaczego zatem inni nie mogą wsłuchiwać się w poetyckie strofy pałaszując bistecca alla fiorentina ?
 
To taki jeden z wariantów możliwy do zrealizowania podczas najbliższych wakacji. Zresztą na Chianti nie muszę Was chyba namawiać, no nie ? Szczególnie Classico ;)



 

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołaj z Montecatini Terme

Na dobrych kilka tygodni przed świętami rozpoczęła się nagonka na Mikołaja. Oprócz pisania listów z prośbą o prezenty i przygotowywania ozdób choinkowych wpadliśmy na pomysł odwiedzenia domu Mikołaja w pobliskim Montecatini Terme. Ja najbardziej cieszyłam się na myśl, że cała impreza zorganizowana była w wyjątkowym miejscu, samym sercu tego uzdrowiskowego miasta w Castello delle Terme Temerici z możliwością wejścia do Tettuccio, bo tam odbywała się część imprez.
Chętnych jak się okazało na miejscu było wielu. Fenomen Mikołaja przyciągnął rodziny z Imoli, Bolonii, a nawet Rzymu. Kolejka po bilety była dłuuuuuga. Nam udało się sprytnie ominąć wszystkich przez wykupienie biletu online. Cena wstępu za osobę dorosłą to 7 Euro, a dzieci do 12 lat – 6 Euro. Dodatkowo po 3 Euro za osobę za możliwość obejrzenia spektaklu. Ostemplowano nas tak żebyśmy mogli sobie w każdej chwili wejść i wyjść poza obręb obiektu w ciągu godzin jego otwarcia. Tak na szybko migawki z tego magicznego miejsca, bo tak naprawdę to chciałam Wam powiedzieć kilka słów o Montecatini.


Atmosfera zbliżających się świąt udzieliła się wszystkim :) No, ale akurat oni chyba nie mieli nic do gadania.
 
 
 
Przed wejściem do laboratorium (można było tam lepić figurki z masy solnej i rysować) uśmiechnęłam się na taki oto widok:
 
 
  
Za kilkanaście lat właściciele zmienią pojazdy na takie:
 
 
A wracająco do tematu.
Montecatini Terme, a właściwie fama jego cudownych wód zaczęła przyciągać Włochów z różnych stron kraju już przed wiekami tak, aby w końcu na przełomie XIX i XX wieku, przekształciło się w duże uzdrowisko. Nastąpił znaczy rozwój gospodarczy miasta.  Hotele zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Nie byle jakie zresztą bo na niektóre z uzdrowiskowych czy kosmetycznych zabiegów było stać tylko najbogatszych. Dalej można już mówić o reakcji łańcuchowej, po obowiązkowych zabiegach trzeba było cieszyć się życiem, tak więc zbudowanych zostało wiele barów, restauracji, butików, klubów nocnych, powstał teatr, pole golfowe i kasyno. Nie można było odliczać czasu od zabiegu do zabiegu ! Montecatini szybko stało się miejscem w którym wypadało bywać. Miasto ukochali sobie min. Giuseppe Verdi, Luigi Pirandello, popularni wówczas włoscy i zagraniczni  aktorzy i sportowcy. Dodam tylko, że w jednym z hoteli w 1957 roku zmarł Christian Dior. Nie zdołam wymienić wszystkich nazwisk, ale te najważniejsze można przeczytać na kamieniach wmurowanych w chodnik najpiękniejszej alei w mieście via Tamerici, prowadzącej z centrum miasta do parku i najbardziej znanego uzdrowiska Tettuccio.


Wejście do Tettuccio
Budynek został zaprojektowany przez architekta Gaspero Maria Paoletti w latach 1779-1781. Przebudowany został na początku XX wieku przez architekta z Florencji, tak aby jego struktura nawiązywała swoim charakterem do łaźni rzymskich. W takim stanie Tettuccio istnieje do dziś.
 










 
 
Budynek położony jest w parku w którym dominują cedry, palmy, sekwoje, akacje. Jak również laur, ale tym to już Was nawet nie zaskoczę :) Pośród zieleni można dostrzec wiele ciekawych w formie fontann. Jest też kopia porcellino (dziczka) tego samego, którego już pewnie głaskaliście we Florencji przy Mercato Nuovo.
 

 
Tettuccio jest znane ze swojego charakterystycznego kształtu:  ażurowej konstrukcji, która na licznych granitowych kolumnach wspiera dach ozdobiony przepięknymi witrażami. Od tego właśnie dachu bierze się jego nazwa tetto – dach.






Zadaniem dachu jest między innymi chronienie cennego źródła wód termalnych, wypływającego z fontanny w kształcie muszli. Muszla osadzona jest na licznych figurach z brązu przedstawiających morską florę i faunę min. koniki morskie.

  
No i najważniejszy element Tettuccio, krany z czterema rodzajami wody źródlanej: Regina, Tettuccio, Leopoldina, Rinfresco 



Byłam pewna, że jest tu napisane prosecco... :)
Wejście na teren Tettuccio jest odpłatne - 6 Euro i możliwe dopiero po godzinie 11.00. Wykaz zabiegów zdrowotnych i kosmetycznych wraz z cenami znajdziecie tutaj.
 
Montecatini Terme od strony architektonicznej to gratka dla fanów secesji ! Takiej w najlepszym wydaniu, bo rozkwit kurortu przypada właśnie na lata kiedy we Włoszech królował styl Liberty.
 
Miasto to również kilometry ulic przy których ulokowały się butiki największych projektantów mody z całego świata.
 
Mi,, w jednej z wystaw sklepowych spodobała się ta lampa:


Do dziś jest to mnóstwo dyskotek (nie byłam), klubów nocnych (tym bardziej nie byłam), restauracji (byłam na kebabie :)) i barów (byłam na espresso i ptysiu). Zapewniam jednak, że miasto tętni życiem i kładzie się spać nad ranem...
 
Zapewne wielu z Was słyszło o Montecatini Terme, może niektórzy nawet tu byli. Jest to baza wypadowa wielu biur podróży, z której to następnie organizowane są wyjazdy na zwiedzanie Toskanii. Ja nazywam to miasto sypialnią Toskanii. Niezaprzeczalny jest fakt, że dysponuje wielką bazą noclegową. Można tu znaleźć zakwaterowanie na każdą kieszeń, ale prawdziwej Toskanii to już tu się nie znajdzie. Oczywiście rosną tu i cyprysy, trafi się gdzieś i oliwka, ale to jeszcze nie to. Ja tego miasta nie czuję. Na pewno plusem Montecatini jest odległość w stosunku do głównych miast północnej Toskanii, tj. Florencji (40 km), Lukki (30 km), Pizy (60 km). Ja zresztą sama mam w swojej ofercie kilka ciekawych hoteli w tym mieście, ale polecam  je głównie dużym grupom. Hotele są zadbane, dobrze prowadzone, ale daleko im do gościnności rodzinnych agroturystyk.
Żeby liznąć chociaż trochę Toskanii w Montecatini, polecam Wam przemieszczenie się funiculare tj. naziemną kolejką linową do małego, ale bardzo malowniczo położonego borgo – Motecatini Alto
Wagoniki kolejki przypadną do gustu szczególnie dzieciom, bo są jak żywcem wyjęte z westernów.  Ich charakterystyczna czerwień nie uległa zmianie od dnia inauguracja, tj. 4 czerwca 1898 roku. Podobno podczas uroczystej ceremonii otwarcia połączenia kolejowego pomiędzy dwoma Montecatini, był obecny Giuseppe Verdi.

http://www.funicolare-montecatini.it/
 
Bilet w dwie strony dla osoby dorosłej kosztuje 7 Euro, a dla dzieci w wieku od 6 do 10 lat - 4 Euro. Czynna jest codziennie od 1 kwietnia do 31 października.

Sami się zorientujecie, że na górze już czuć i widać "właściwą" Toskanię :)


A Wam życzę mnóstwa prezentów,
bo przecież dzisiaj są Mikołajki !!